Rosyjskie działo samobieżne MSTA-S
Tomasz Szulc
Armia Czerwona użyła podczas II wojny światowej
kilkunastu tysięcy dział samobieżnych kilku typów, uzbrojonych w systemy
artyleryjskie o kalibrach od 57 do 152 mm. Pod względem konstrukcji i
wykorzystania były to raczej działa szturmowe, stosowane głównie do
przełamywania umocnień, niszczenia punktów oporu oraz czołgów wroga, rzadziej
zaś jako środek wsparcia ogniowego piechoty. Zainteresowano takim uzbrojeniem
nie wygasło także po zakończeniu działań wojennych, a pierwsze nowe
konstrukcje, podobne bardzo do zdobycznych wozów niemieckich, powstały już w
latach 1947-48. Jedno z nich - Su-152G przyjęto nawet do uzbrojenia w 1949 r,
ale jego produkcji seryjnej nie podjęto. W ciągu pierwszych piętnastu powojennych
lat opracowano i skonstruowano jeszcze kilkanaście prototypów dział
samobieżnych, ale poza Su-122-54 - następcą dział Su-100 oraz dział dla wojsk
powietrzno-desantowych - żadne nie weszło do seryjnej produkcji. Doświadczenia
wojny, podczas której dla powodzenia natarcia na kierunkach przełamania
koncentrowano tysiące dział, a wojujące strony miały w linii dziesiątki tysięcy
luf artyleryjskich zniechęcały radzieckich decydentów do rozpoczęcia
przezbrajania brygad i pułków artylerii w działa samobieżne - koszt takiej
operacji wydawał się nie do przyjęcia. Nawet licznie pojawiające się warmii
amerykańskiej samobieżne systemy artyleryjskie nie zmieniły tego stanu rzeczy.
A za oceanem produkowano seryjnie od początku lat 50. działa samobieżne 105 mm
M52, 155 mm M41 i M537 oraz 203 mm M55. Od 1962 r. zaczęły je zastępować
znacznie nowocześniejsze M108, M109, M107 i Ml10. Wydaje się jednak, że dopiero
informacje o pracach nad nowoczesnymi działami samobieżnymi w państwach Europy
Zachodniej oraz eksportowy sukces amerykańskich M109 ostatecznie zadecydowały o
zmianie poglądów co do roli artylerii samobieżnej. Na dodatek testy i symulacje
jasno wskazywały, że artyleria holowana jest wyjątkowo wrażliwa na działanie
broni jądrowej, a ten argument w latach 60. nabrał kluczowego znaczenia.
Własny program dotyczący
artylerii samobieżnej rozpoczęto w ZSRR w połowie lat 60. Spośród kilku
prototypów, ostatecznie zaakceptowano początkowo do produkcji seryjnej trzy
działa samobieżne. Lekką, pływającą haubicę 122 mm 2S1 Gwozdika projektowano od
1965 r. w OKE-9 (późniejszy Urałmasz), zajmującym się jej uzbrojeniem - haubicą
2A31, oraz w Charkowskiej Fabryce Traktorów, gdzie na bazie ciągnika MT-LE
powstawało jej podwozie i odbywała się integracja systemu. Haubicę 152 mm 2S3
Akacija opracowały wspólnie OKE-9 - działo 2A33 i UZTM (późniejszy
Urałtransmasz) - podwozie. Najcięższy kaliber 240 mm miał samobieżny moździerz
2S4 Tiulpan, projektowany od połowy lat 60. w SKE zakładów Motowilicha w Permie
i UZTM. Opracowanie odmian seryjnych wszystkich trzech systemów i rozpoczęcie
produkcji zatwierdzono postanowieniem KC KPZR i RM ZSRR z 41ipca 1967 r. Dzięki
sporej ilości doświadczeń, zebranych podczas projektowania i prób
wcześniejszych dział samobieżnych, a także tego że ich działa wywodziły się ze
sprawdzonych systemów holowanych, prace oraz próby poligonowe prototypów
postępowały szybko i przyjęto je do uzbrojenia odpowiednio: we wrześniu 1970
r., grudniu 1971 r. oraz 1972 r.
Haubica 2S1, strzelająca
pociskami o masie 21,7 kg na odległość 15km miała stanowić w pierwszej
kolejności uzbrojenie dywizjonów artylerii pułków pancernych oraz pułków
artylerii dywizji piechoty morskiej. Cięższa 2S3 pocisk 43,5 kg, donośność 18
km - znalazła się w pułkach artylerii dywizji pancernych oraz brygadach
artylerii armijnej. Samobieżne moździerze trafiły natomiast początkowo tylko do
samodzielnych brygad artylerii odwodu naczelnego dowództwa. Pierwszeństwo w
otrzymywaniu nowego sprzętu miały jednostki rozlokowane w Europie, a w
szczególności w NRD.Tam całkowite przejście z artylerii holowanej na samobieżną
w jednostkach pancernych zakończyło się już w drugiej połowie lat 70.
Systematycznie przyjmowano do
uzbrojenia kolejne wzory dział samobieżnych: w 1975 r. 152 mm armatę 2S5
Giacint, a w 1976 r. 203 mm armatę 2S7 Pion. Poza 2S7, wszystkie działa
samobieżne miały swoje odpowiedniki holowane, o takiej samej balistyce. Eyły to
udane haubice 122 mm D-30, 152 mm D-20, 152 mm armata 2A36 oraz 240 mm
moździerz M-240 wz. 1950.
W latach 70. i na początku 80.
charakterystyki radzieckich dział samobieżnych były co najmniej zadowalające i
porównywalne z podobnym sprzętem zachodnim. Szczególnie chwalono prostotę ich
konstrukcji, łatwość obsługi, niezawodność i wysokie walory trakcyjne. Do
połowy lat 80. Akacje nie ustępowały najbardziej rozpowszechnionej na Świecie
haubicy M109A2. Gdy jednak na Zachodzie rozpoczął się proces modernizacji dział
samobieżnych, głównie poprzez instalację dłuższych luf, zapewniających lepsze
walory balistyczne oraz wdrażanie zautomatyzowanych systemów kierowania ogniem,
w ZSRR nie doceniono tych tendencji. Być może na przeszkodzie stała inercja
biur konstrukcyjnych, które wolały opracowywać od podstaw nowe konstrukcje, co
wiązało się z wieloletnim finansowaniem, nagrodami i prestiżem. Tymczasem
radziecki sprzęt artyleryjski, a szczególnie działa 2S 1 i 2S3 w coraz większym
stopniu "odstawały" od uzbrojenia potencjalnego przeciwnika.
Oceniając parametry tych systemów uznano, że kaliber 122 mm może mieć
zastosowanie tylko w przypadku artylerii jednostek lekkich -
powietrzno-desantowych i piechoty morskiej. W przypadku kal. 152 mm ustalono,
że dotychczas używane haubice mają zbyt małą donośność przy zadowalającej sile
rażenia. Właśnie ten kaliber uznano za podstawowy i najbardziej uniwersalny dla
artylerii wsparcia pododdziałów pancernych i zmechanizowanych, a poprawę
donośności postanowiono uzyskać stosując dłuższą lufę. Biorąc pod uwagę
przyjętą klasyfikację były to już armato-haubice, ale dla uproszczenia i siłą
przyzwyczajenia, stosuje się wobec nich w ZSRR/Rosji uproszczoną nazwę
"haubica".
Prace nad nowym systemem
artyleryjskim rozpoczęły się w 1976 r. pod kodowym oznaczeniem Ferma (ros.
dźwigar). Równocześnie konstruowano działo holowane 2A65 i przeznaczone do
zabudowy w wieży 2A64. Działo holowane oraz system artyleryjski działa
samobieżnego opracowywało od 1980 r. OKE-2 (obecnie CKE Titan) zakładów
Earrikady z Wołgogradu, pod kierunkiem G. Siergiejewa. Koordynatorem prac nad
działem samobieżnym, które otrzymało oznaczenie Obiekt 316 i indeks GRAU
(Główny Zarząd Rakietowo-Artyleryjski) 2S19, a także projektantem nośnika, było
KB Urałtransmasz w Swierdłowsku (dawniej i dziś - lekatierinburg), kierowane
przez lu. W. Tomaszowa. W pracach uczestniczyło także Tulskie KE (obecnie NPO
Tocznost'), które odpowiadało za przedział bojowy.
Niezbyt zrozumiałą, z dzisiejszej
perspektywy, decyzją było postanowienie o zainstalowaniu nowego systemu
wieżowego na nośniku w postaci podwozia czołgowego. Wcześniej, z dużym
powodzeniem, korzystano ze specjalizowanego nośnika rodziny GM - 300, który
powstał jeszcze w latach 40. i na którym, po niewielkich przeróbkach,
instalowano większość starszych dział samobieżnych. Tylko najlżejsze (2S1) i
najcięższe (2S7) z dział seryjnych otrzymały inne nośniki. W pierwszym przypadku
było to podyktowane koniecznością spełnienia wymogu pływalności, w drugim zbyt
dużą masą i wymiarami samej armaty oraz jej potężnym oddziaływaniem na
podwozie. Doświadczenia z eksploatacji systemów na specjalizowanych nośnikach
były jak najlepsze, podobnie jak na całym świecie - tylko włoska haubica
Palmaria wykorzystuje podwozie włoskiej mutacji czołgu Leopard 1, a francuska
GCT czołgu AMX-30. Być może wpływ na taką decyzję miały doniesienia o pracach
nad haubicą SP- 70 - europejskim systemem samobieżnym nowej generacji, która
miała bazować na podwoziu Leoparda 1 ? Użycie nośnika zunifikowanego z
podstawowym czołgiem daje pewne korzyści - ułatwia zaopatrzenie w części
zamienne, szkolenie kierowców, obsługę i remont na polu walki itp. Niedogodności
wynikających z takiego rozwiązania jest jednak znacznie więcej. Praktycznie
całe wyposażenie, zapewniające funkcjonowanie działa oraz amunicja muszą
znaleźć się w wieży, która staje się prawie konstrukcją autonomiczną. To z
kolei powoduje, że wieża ma duże wymiary i masę. Oprócz tego prawie wszystkie
współczesne czołgi mają przedział bojowy z przodu/pośrodku (m. in. dla
zwiększenia ujemnych kątów ostrzału armaty), co oznacza, że wylot lufy działa
samobieżnego będzie wysunięty o kilka metrów do przodu w porównaniu z
konfiguracją "klasyczną", w której wieża i przedział bojowy znajdują
się z tyłu kadłuba. Ma to znaczenie nie tylko przy transporcie, ale także
podczas pokonywania przeszkód terenowych.
Nierealna okazała się koncepcja
umieszczania autonomicznej wieży na podwoziach T - 72 w dywizjach, uzbrojonych
w czołgi tego typu, a na T -80 w dywizjach pierwszego rzutu. Zmiany w
konstrukcji podwozia stopniowo były coraz większe i ostatecznie stało się ono
hybrydą T-80 i T-72. W porównaniu z podwoziem czołgowym oś pierścienia
oporowego wieży przesunięto nieco do tyłu, a jego średnicę zwiększona do 2444
mm; zaś ze względu na innych rozkład sił przy strzelaniu zmieniono odstępy
między kołami bieżnymi. Można spekulować, że gdyby konstruktorzy od początku
wiedzieli, jak bardzo będzie się różnić nośnik działa samobieżnego od podwozia
czołgu, zdecydowali by się na opracowanie go od podstaw - z przednim
rozmieszczeniem silnika i przedziałem bojowym z tyłu. Kadłub już na pierwszy
rzut oka przypomina kadłuby czołgów T - 72 i T -80. Podobne jest nachylenie
przedniej płyty pancernej, choć jest ona cieńsza i nie ma warstwowej budowy. Do
dolnej płyty pancerza przedniego przylega - podobnie jak w czołgach - lemiesz
do samookopywania. Stanowisko kierowcy jest analogiczne do czołgowego -
ulokowane w osi wzdłużnej kadłuba, zaopatrzone w obrotowy właz i trzy
peryskopy, z których środkowy może być zastąpiony przez pasywny przyrząd
obserwacji nocnej. Gąsienice o szerokości 580 mm, koła bieżne, napędowe i
napinające są takie same jak w T-80 i 2S7. Z każdej burty znajduje się po 6 kół
jezdnych zawieszonych na wałkach skrętnych i 5 rolek podtrzymujących gąsienicę.
Przy pierwszym, drugim i szóstym kole bieżnym zainstalowano hydrauliczne
amortyzatory, które są ponoć elementami wykonawczymi aktywnego układu tłumienia
wahań kadłuba w trakcie strzelania. Zastosowano także typowe fartuchy boczne ze
wzmocnionej tkaniny gumowanej. Część wozów ma metalowe, półokrągłe błotniki
przednie, jak T- 72, inne mają przednie błotniki gumowe, jak T -80.
Napęd stanowi widlasty,
wielopaliwowy, 12-cylindrowy silnik wysokoprężny. W pierwszych seriach wozów
był to W-46-6 o mocy 574 kW/ 780 KM, w późniejszych W-84A o mocy 616 kW/ 840
KM, umieszczony poprzecznie w tylnej części kadłuba, z płaską rurą wydechową z
lewej burty wozu. Prędkość maksymalna po drodze wynosi 60 km/h, zaś zasięg 500
km. Pojazd przystosowano do pokonywania przeszkód wodnych o głębokości do 5 m
po dnie, z wykorzystaniem zestawu OPWT. Silnik jest połączony z dwiema
planetarnymi, ośmiobiegowymi skrzyniami przekładniowymi (7+1). Oprócz silnika
głównego zainstalowano turbinę spalinową AP-18D o mocy 16 kW (rozwiązanie
stosowane także w późnych T -80), zasilającą urządzenia pokładowe na postoju, a
zużywającą znacznie mniej paliwa niż silnik główny. Turbina, zasilana z
oddzielnego układu paliwowego, może pracować bez przerwy do 8 godzin.
Całkowicie nową konstrukcją jest
"pudełkowata" wieża, której boczne ściany są nachylone w swej górnej
części dla ułatwienia przewożenia działa koleją lub samolotami An-124. W
bocznych ścianach wieży znajdują się niewielkie, prostokątne drzwi, a w stropie
trzy włazy dla załogi. Z prawym, przednim włazem zintegrowano stanowisko PZU-5
ze zdalnie sterowanym z wnętrza wozu wkm NSW-12,7, to rozwiązanie przejęto z
T-64. Za pomocą celownika PZU można prowadzić także obserwację okrężną, a obok
karabinu maszynowego zamocowano pomocniczy reflektor OU-3GAM. Zapas amunicji do
wkm wynosi 300 sztuk. Dowódca dysponuje także dzieno-nocnym przyrządem
obserwacji okrężnej TKN-3M. W tylnej części wieży znajduje się składany
podajnik pocisków oraz właz z wysuwaną karetką do podawania łusek z ładunkiem
miotającym. Podstawowy zapas amunicji znajduje się wewnątrz wieży - tworzy go
50 pocisków (wg instrukcji 20 standardowych i 30 z gazogeneratorem) w górnym
zautomatyzowanym podajniku 6EC19 z programowanym podawaniem pocisków i 50
ładunków miotających w metalowych łuskach w półautomatycznym podajniku dolnym.
Oba podajniki znajdują się w rozbudowanej niszy wieży, która w położeniu
marszowym zakrywa ponad połowę przedziału napędowego. Specjalny wahadłowy
koordynator zapewnia przeładowanie działa przy dowolnym kącie podniesienia.
Łuski wystrzelonych pocisków są wyrzucane na zewnątrz przez otwór w przedzie
wieży, poniżej lufy.
W wieży umieszczono także radiostację
R-173, radiotelefon pokładowy 1 Wl16, system przeciwpożarowy z aparaturą
sterowania 3ECll-2, urządzenia filtrowentylacyjne, a na zewnątrz zainstalowano
6 wyrzutni granatów dymnych 902W systemu Tucza. Masa wieży bez amunicji wynosi
13500kg.
Załogę stanowi 5 osób, z czego
tylko kierowca siedzi w kadłubie. Dowódca ma miejsce z prawej, celowniczy z
lewej, obaj w przedzie wieży. Za nimi siedzą ładowniczowie pocisków (z prawej)
i ładunków miotających (z lewej). W normalnych warunkach jeden nadzoruje jedynie
proces ładowania pocisków, a drugi układa ręcznie ładunki miotające w gnieździe
urządzenia dosyłającego. W razie konieczności działo można przeładować ręcznie.
Działo ma dwa przyrządy celownicze: główny, panoramiczny lP22 sprzężony z
aparaturą transmisji danych, umieszczony w obrotowym kołpaku na stropie wieży i
przeznaczony do kierowania ogniem na wprost lP23, którego optyka znajduje się w
otworze w przednim pancerzu, z lewej strony lufy. lP22 ma powiększenie 3,7x i
jest stabilizowany w pionie, o ile przechyły kadłuba nie przekraczają 5°.
Powiększenie celownika lP23 wynosi 5,5x, a zakres obserwacji w pionie wynosi od
-4 do +55°. Współrzędne celów są przekazywane przewodowo (z odl. do 500 m) lub
drogą radiową i przyjmowane przez aparaturę pokładową lW122 lub nowszą lW124.
Przelicznik balistyczny automatycznie określa i nadaje kąt podniesienia lufy.
Kąt podniesienia jest automatycznie korygowany po każdym wystrzale. jedynie
azymut, czyli zadane położenie wieży w poziomie, jest wprowadzany ręcznie za
pośrednictwem pulpitu kierowania. Dowódca dysponuje wskaźnikiem nastaw i może w
ten sposób kontrolować działania celowniczego. Przy strzelaniu ogniem
bezpośrednim do trafienia wystarcza, aby celowniczy utrzymywał na celu znacznik
celownika. Dwusektorowy mechanizm zmiany kąta podniesienia i dwubiegowy,
śrubowy mechanizm obrotu wieży są napędzane za pomocą układu
elektromechanicznego 2E46. W razie potrzeby wszystkie nastawy mogą być
wprowadzane ręcznie przez celowniczego.
Działo 2A64 waży 4460 kg, a jego bruzdowana
lufa ma długość 47 kalibrów, czyli 7144 mm. jest wykonana z rafinowanej
próżniowo stali i zaopatrzona w trzykomorowy, szczelinowy hamulec wylotowy o
efektywności 60% oraz przedmuchiwacz. Ma dwa - umieszczone nad lufą -
hydrauliczne oporopowrotniki, i półautomatyczny, klinowy zamek ze sprężynowymi
dosyłaczami. Dla zmniejszenia zanieczyszczenia przedziału bojowego gazami
prochowymi zamek po strzale jest uszczelniany. Kąt podniesienia lufy wynosi od
-4 do +68°. Możliwe jest prowadzenie ognia w pełnym zakresie obrotu wieży,
czyli 360°. jedynie przy strzelaniu ogniem na wprost zakres dopuszczalnych
kątów wynosi +/-500 od osi wzdłużnej kadłuba. W położeniu transportowym lufa,
uniesiona pod kątem ok. 7°, jest blokowana za pomocą wspornika w kształcie odwróconej
litery "V", który podczas strzelania jest automatycznie składany na
przedni pancerz. Szybkostrzelność wynosi 7-8 strz./min. przy wykorzystaniu
amunicji z magazynów wewnątrz wieży i 6- 7 przy podawaniu amunicji z zewnątrz.
W praktyce stwierdzono, że maksymalna szybkostrzelność sięgać może 10
strz./min. (zapewne przy prowadzeniu ognia ze stałymi nastawami). jest to
znacząca różnica w porównaniu z 2S3M, wystrzeliwującą 3 pociski na minutę. Przy
prowadzeniu ognia ciągłego, ze względu na postępujące nagrzanie lufy, ilość
pocisków odpalonych w ciągu godziny jest ograniczona do 100, zaś w ciągu
dalszych do 60. Żywotność lufy jest deklarowana na 2000 strzałów.
Próby balistyczne działa
przebiegały pomyślnie, gorzej było z nośnikiem. Podczas, gdy holowaną armato-haubicę
2A65 produkowano seryjnie od 1986 r., prace nad jej wersją samobieżną, mimo iż
rozpoczęte wcześniej, bardzo się przeciągały. Ostatecznie nowy system przyjęto
do uzbrojenia Armii Radzieckiej 13 lat po rozpoczęciu nad nim prac, czyli w
1989 r. jako "samobieżną haubicę 2S19 Msta-S". Nazwa Msta pochodzi od
rzeki wpadającej do jeziora Ilmień na południe od Sankt Petersburga. Pierwsze
serie wyprodukowano w zakładach Urałtransmasz w Swierdłowsku - dawnym
lekatierinburskim Maszynodiejatielnym Zawodie, jednej z 10 największych fabryk
carskiej Rosji, które od 1964 r. produkują podwozia serii GM-300, w tym od 1968
r. działa samobieżne na tym nośniku: 2S3, 2S4 i 2S5. Produkcję podjęto jeszcze
przed oficjalnym przyjęciem 2S19 do uzbrojenia, a potem przeniesiono ją do
specjalnie zbudowanych w tym celu w Easzkirii zakładów w Sterlitamaku (na pd.
od Ufy). Miały one produkować nowe działa na masową skalę, zapewne także na
eksport, pozostawiając Uraltransmaszowi "wolne moce" dla rozpoczęcia
produkcji innego sprzętu. Pierwsze Msty-S, zapewne po części montowane z
dostarczonych komponentów, opuściły bramy nowej fabryki w 1988 r. Po załamaniu
się rosyjskiej gospodarki oba zakłady wykorzystują jedynie ułamek swych mocy
produkcyjnych, a na placach wokół fabryki w Sterlitamaku zgromadzono ponad 100
gotowych - nie odebranych przez armię lub wyprodukowanych "na skład'\ na
własną odpowiedzialność, haubic. Zakłady w lekatierinburguzajmują się nawet
remontami głównymi 2S19 i starszych dział.
Nowe działo samobieżne ma szereg
rozwiązań nie stosowanych wcześniej w konstrukcjach radzieckich podobnego
przeznaczenia. Przede wszystkim zastosowano mechanizm automatycznego ładowania
pocisków i półautomatyczny układ podawania ładunków miotających - zwiększające
szybkostrzelność i umożliwiające zmniejszenie rozmiarów przedziału bojowego.
Równocześnie zastosowano mechanizm podawania pocisków "z gruntu\ czyli
spoza przedziału bojowego. To ostatnie rozwiązanie wskazuje jednoznacznie, że
jeszcze w latach 80. Rosjanie przewidywali prowadzenie przez artylerię
samobieżną długotrwałych nawał ogniowych ze stałych pozycji, zupełnie inaczej,
niż w regulaminach NATO, gdzie dla uniknięcia przeciwdziałania ogniowego
nieprzyjaciela przewiduje się częste zmiany pozycji ogniowych po oddaniu kilku,
najwyżej kilkunastu strzałów. Równocześnie, już na etapie konstruowania 2S19,
podjęto szereg działań mających uczynić z niej broń nowoczesną. M.in.
zaplanowano jej działanie w strukturze tzw. bateryjnego kompleksu ogniowego,
składającego się ze stanowiska dowodzenia baterii i do ośmiu dział (w praktyce
jest ich zwykle sześć). Takie kompleksy mogą tworzyć dywizjony lub pułki.
Inaczej za to niż w innych krajach, razem z działem nie zaprojektowano
opancerzonych pojazdów amunicyjnych, specjalnych wozów pomocy technicznej, ani
wozów dowodzenia na zunifikowanych podwoziach. Niezbędne wozy obsługi
technicznej i polowe warsztaty remontowe zaprojektowano jako standardowe
furgony dla samochodów typu Urał lub KamAZ. Można takie podejście uznać za
konserwatyzm, ale z jednej strony bardzo obniża ono koszty systemu, a z drugiej
jest przejawem dostosowania do radzieckiej doktryny wojennej, przewidującej
masowy konflikt, wymagający użycia wielkich ilości uzbrojenia. W takim
przypadku dowożenie na stanowiska amunicji samochodami ciężarowymi i jej ręczny
rozładunek wydają się rozwiązaniem najprostszym. Z kolei częściowa unifikacja
nośnika z czołgami rozwiązują problem pomocy technicznej i remontów w warunkach
polowych - używać do tego można standardowego sprzętu jednostek pancernych. Niewątpliwie
na rezygnację z bardziej złożonej struktury baterii wpłynęły plany masowej
produkcji 2S19 która miała zastąpić nie tylko 2S3, ale i 2S5 oraz cc najmniej
część dział holowanych.
Nowatorskim posunięciem było
opracowanie w Urałtransmaszu, równolegle z 2S19, jej trenażera, oznaczonego
2Ch51 Bunkierowka. jest to wieża działa bez poszycia i lufy, ale ze wszystkim
elementami wyposażenia wnętrza. Jest umieszczona na ramie o wysokości, takiej,
jak wysokość nośnika, dzięki czemu można ćwiczyć podawanie amunicji z zewnątrz
wieży. Trenażerem steruje się z umieszczonego obok pulpitu. Szkolenie na
trenażerze znacznie obniża koszty przygotowania załóg, co jest tym bardziej
istotne, że choć 2S19 jest znacznie bardziej skomplikowana konstrukcyjnie niż
starsze radzieckie działa samobieżne, miała być produkowana masowo i być
obsługiwana co najmniej częściowo przez żołnierzy służby zasadniczej.
W Armii Radzieckiej zagadnienie
masowej wymiany dotychczas stosowanych systemów artyleryjskich było tym
bardziej złożone, że silna liczebnie była zarówno organiczna artyleria dywizji,
jak i samodzielne jednostki artyleryjskie armii i frontów oraz tzw. odwodu
naczelnego dowództwa. W dywizji pancernej w połowie lat 80. były 144 działa
samobieżne (w tym 96 2S1 w dywizjonach artylerii każdego z pułków oraz 48 2S3 -
ale bywały to 2S1 i 2S5 - w pułku artylerii), a w zmechanizowanej aż 168
samobieżnych i holowanych. Dziesięć lat później liczba ta zmniejszyła się
odpowiednio do 122 i 130, ale nowo tworzone brygady - zarówno pancerne, jak i
zmechanizowane - choć formalnie i liczebnie znacznie słabsze od dywizji,
posiadały po 126 systemów artyleryjskich. W odwodzie naczelnego dowództwa w
połowie lat 80. było podobno 16 dywizji i 16 samodzielnych brygad artylerii i
wojsk rakietowych, te z nich, które miały w swym składzie wyłącznie artylerię,
liczyły etatowo odpowiednio 216 i 72 lufy. Równocześnie ogromna była
różnorodność używanego sprzętu - w okresie powojennym eksploatowano ok. 40
różnych systemów artylerii polowej r Znaczną za to część uzbrojenia jednostek
drugiego rzutu i mobilizowanych stanowić miały holowane działa, pamiętające
nierzadko czasy wojny. Dopiero ograniczenia ilościowe traktatu C FE, limitujące
ilość systemów artyleryjskich o kalibrze ponad 100 mm w europejskiej części Rosji
do 5505, spowodowały przystąpienie do modernizacji i maksymalnej unifikacji
artylerii. Oficjalnie mówi się, że docelowo mają pozostać w uzbrojeniu
jednostek ogólnowojskowych tylko dwa systemy artyleryjskie: jeden dla szczebla
batalion-pułk, drugi brygada-korpus. Msta jest uznawana za jedyny (?) system
perspektywiczny i jej udział w „inwentarzu” armii rosyjskiej systematycznie
rośnie. Dane liczbowe są fragmentaryczne: w 1991 r. w europejskiej części Rosji
było 371 dział Msta-S i E, ale w 1995 r. już 563. W 2000 r. ilość
perspektywicznych systemów artyleryjskich rozlokowanych w Europie określano na
ok. 25%, czyli ok. 1400 sztuk, samych 2S19 było 419, zaś 2A65 431, poza Uralem
było rozlokowanych ok.130 2S19 i ok.320 2A65. Według etatu w każdej brygadzie
powinno być 36 2S19, w dywizji 54, a wiadomo, że Msty stanowią także uzbrojenie
samodzielnych brygad artylerii. Dostawy, co prawda ograniczone ilościowo, są
realizowane w miarę rytmicznie, nawet w rekordowo "chudym" roku 1997
przezbrojono w 2S19 co najmniej jeden pułk artylerii (w Nadwołżańskim Okręgu
Wojskowym). Białoruś posiada podobno tylko 15 dział samobieżnych tego typu.
Stoi to w sprzeczności z informacją, że pierwszy pułk przezbrojony w Msty w
europejskiej części ZSRR był właśnie w białoruskim okręgu wojskowym, a więc
dział powinno być co najmniej 36, chyba że przezbrojono jedynie jeden z trzech
dywizjonów dywizyjnego pułku artylerii, używającego wcześniej 2S3. Liczba 2S 19
w armii ukraińskiej nie jest znana, szacuje się ją na ok. 40 (jeden pułk?).
Chrzest bojowy działa 2S 19
przeszły już podczas pierwszej wojny czeczeńskiej w 1994 r. Stwierdzono wówczas
pewne niedopracowania w ich konstrukcji, ale system uzyskał generalnie wysoką
ocenę. W tym samym czasie w Rosji ostatecznie uzmysłowiono sobie najpoważniejszą
słabość rodzimej artylerii - ogromne niedociągnięcia w zakresie dowodzenia,
rozpoznania i kierowania ogniem. Stwierdzono, że prymitywny system rozpoznania
wzrokowego i wskazywania celów ogranicza efektywność użycia nowoczesnych dział
co najmniej o połowę. Będące do dyspozycji w miarę nowoczesne środki
rozpoznawcze znajdują zastosowanie jedynie w przypadku zwalczania artylerii
nieprzyjaciela. Jest ich na dodatek w jednostkach zbyt mało, nie są
przystosowane do automatycznego transferu danych, a część z nich wyprodukowały
firmy, znajdujące się obecnie za granicą (np. kompleksy rozpoznania
akustycznego - na Ukrainie) i występują trudności z utrzymaniem ich w pełnej
sprawności. Rozpaczliwie brakuje środków optycznego rozpoznania celów poza
linią frontu, gdyż ilość bezpilotowych środków rozpoznawczych, choćby tak
niewyszukanych jak kompleks Stroj z ESL Pczieła, jest w Armii Rosyjskiej
symboliczna.
Niewiele lepiej przedstawia się
sytuacja w zakresie zautomatyzowanych systemów dowodzenia. Wprawdzie w ZSRR
pierwszy, nowoczesny wówczas, system dowodzenia na szczeblu bateria-dywiz jon,
lW12-1 noszący nazwę Maszyna, przyjęto do uzbrojenia jeszcze w 1970 r., ale
później postęp był niewielki. Dlatego dla pierwszych jednostek 2S 19
przystosowano system dowodzenia Falset, opracowany w CNII Signał. lego
struktura jest następująca: w każdej baterii znajduje się pojazd dowódcy
baterii 1 W14M i pojazd oficera ogniowego lW13M, swoimi pojazdami dysponują
także dowódca (lW15M) i szef sztabu dywizjonu (lW16M). Wszystkie cztery pojazdy,
to odpowiednio skonfigurowane transportery M T -LEu. Zadania systemu, to:
rozpoznanie i określenie celów oraz ich współrzędnych (z dokł. do 10 m),
planowanie zadań ogniowych, kontrola ich realizacji i wyników, planowanie
marszów i zmian pozycji ogniowych, topodowiązanie (z dokładnością do 0,5%
przebytej drogi) i wszelkie obliczenia balistyczne. Istnieje możliwość wymiany
informacji między wszystkimi wozami systemu z następującymi ograniczeniami:
dane do strzelań przekazują działom jedynie wozy oficerów ogniowych, informacje
i polecenia od dowódców wyższego szczebla otrzymują jedynie wozy na szczeblu
dywizjonu. Co ciekawe, wozy dowódców baterii, a nawet dowódcy dywizjonu są
wyposażone w środki bezpośredniej obserwacji i mogą działać na przednim skraju.
Koncepcję, sprawdzoną w systemie
Falset, zastosowano w opracowanym także przez CNII Signał, pod kierunkiem Ju.
Sazykina i produkowanym od 1993 r. systemie Kapustnik-E. Zmieniło się
wyposażenie i nośniki systemu. Wozy dowódców baterii i dywizjonu - KNP, to
specjalne wersje ETR-80, oznaczone 1 W152. Stanowiska oficerów ogniowych i
szefa sztabu dywizjonu - PUO, rozmieszczono w furgonach na trzyosiowych
ciężarówkach Urał-43201 - noszą oznaczenie lW153. Wozy dowódców dysponują
dalmierzem laserowym lDMllM2 o zasięgu 20 km z podświetlaczem celów o zasięgu 7
km. Pokładowe nocne, pasywne przyrządy obserwacyjne - kamera telewizyjna ze
wzmacniaczem mikrokanalikowym lPN-61 i termowizor lPN-59M zapewniają
rozpoznanie celów wielkości czołgu z odległości 3 km. Wozy oficerów ogniowych
baterii (jest ich w systemie do czterech) dysponują
sprzężeniem zwrotnym, czyli informacją o rzeczywistych nastawach dział w
baterii. Mogą też przetwarzać informacje o celach, wykrytych przez każde z
dział. Czas otwarcia ognia po otrzymaniu pierwszych danych wynosi 40 sekund,
czas przygotowania dywizjonu do otwarcia ognia ok. 3 minut. Wielkości te są
lepsze, niż maksymalne osiągi 2S19, wynoszące odpowiednio 2 i 9 minut (druga
wielkość dotyczy czasu osiągnięcia gotowości ogniowej od momentu rozpoczęcia
wyjścia dywizjonu z kolumny marszowej dywizji). System może przetwarzać
równocześnie informacje o 50 celach. lego komponentem może być meteorologiczna
stacja radiolokacyjnego RPMK-l Ułybka. leśli jej nie ma, podstawowe dane
meteorologiczne zbierają przyrządy na wozach dowódców baterii.
Nie stworzono natomiast
zautomatyzowanego systemu dowodzenia na wyższym szczeblu, ani nie zadbano o
automatyzację przekazywania danych z pododdziałów rozpoznawczych. Te ostatnie
dysponują opancerzonymi wozami rozpoznawczymi PRP-4/4M/5, akustycznymi
kompleksami rozpoznania stanowisk artylerii AZK-3, radiolokacyjnymi stacjami
wykrywania stanowisk artylerii, moździerzy i wyrzutni rakiet ARK-IM Ryś i lŁ219
Zoopark. Ten ostatni, opracowany przez koncern Antiej i produkowany w Tule od
1993 r. ma nowoczesny radiolokator ścianowy lŁ259 o zasięgu 45 km, mogący
śledzić równocześnie do 12 celów w zakresie 60°. Produkcja radarów Zoopark jest
jednak daleko niezadowalająca pod względem ilościowym.
Również stosowana do dział kalibru
152 mm amunicja daleka jest pod względem parametrów od zachodniej amunicji 155
mm. Co prawda dla dział 2A64 i 2A65 opracowano nową rodzinę pocisków, ale miało
to miejsce na początku lat 80. i obecnie są to już rozwiązania przestarzałe tak
w zakresie aerodynamiki, jak i balistyki oraz konstrukcji części bojowych.
Podstawę jednostki ognia 2S19 stanowią odłamkowo-burzące granaty 3OF45 z trzema
rodzajami ładunków miotających (4Ż61 - wzmocniony, ŻN-546 - pełny zmienny,
ŻN-546U - zmienny zredukowany, dwa ostatnie wykorzystywane też przez 2S3/D-20)
i 3OF61 z gazogeneratorem (ten tylko z ładunkiem 4Ż61). Mogą być stosowane
pociski kasetowe 3O23, zawierające po 42 małe podpociski kumulacyjne oraz
pociski 3RE30 z generatorami zakłóceń radioelektronicznych. Pozostałe rodzaje
pocisków, które mogą być wystrzeliwane przez Mstę, to amunicja, opracowana
jeszcze dla haubic 2S3. Wśród niej najciekawszy jest pocisk 3O13, zawierający 8
odłamkowo-burzących podpocisków o masie 1,4 kg każdy. Nie podaje się informacji
o nowej amunicji przeciwpancernej, choć wiadomo, że załogi ćwiczą strzelanie
ogniem na wprost do celów typu czołg, zapewne starszymi pociskami kumulacyjnymi
EP-540 ( masa 27,4 kg, prędkości pocz. 676 m/s, donośność skuteczna 3000 m,
przebijalność 220 mm dla płyty pod kątem 60°).
W 1992 r. ujawniono informacje o
trwających próbach pocisku z dwoma samonaprowadzającymi się (w rosyjskiej
terminologii „samocelującymi”, gdyż nie mogą manewrować w kierunku
zlokalizowanego obiektu) podpociskami przeciwpancernymi. Wiadomo także, iż
przetestowano pocisk z dodatkowym napędem rakietowym o donośności 36-40 km.
Najbardziej tajemniczy jest, z oczywistych względów, pocisk 3WDC8, zawierający
ładunek jądrowy o mocy 0,2 kT i maksymalnej donośności 24,7 km. Z dział 2S19
można było strzelać także pociskami chemicznymi 3D540, aktualnie wycofanymi z
uzbrojenia, z ładunkiem sarinu lub luizytu, zostały one opracowane jeszcze dla
dział 2S3/D20 i charakteryzowały się donośnością 17, 4 km.
Za najbardziej nowoczesny uchodzi
pocisk kierowany Krasnopol, który jest jednak obecnie często krytykowany z
racji przeznaczenia, wysokiej ceny i skomplikowanej procedury użycia. Jest to
pocisk odłamkowo-burzący naprowadzający się na odbite światło laserowego
podświetlacza celu i służy do zwalczania ważnych celów punktowych. Do
podświetlania obiektów ataku służy przenośne urządzenie lD15 (ew. lD20 i 1D22),
które musi znajdować się w zasięgu widoczności celu. Procedura strzelania jest
następująca: po podaniu przybliżonych współrzędnych celu działo odpala w jego stronę
pocisk, gdy ten znajdzie się w pobliżu celu, zostaje automatycznie uaktywniony
laserowy podświetlacz, działający do tego momentu w trybie pasywnym. Sygnał do
podświetlacza jest przekazywany drogą radiowo-przewodową z pojazdu dowodzenia
baterii. Takie skomplikowane rozwiązanie ma na celu skrócenie do minimum czasu
oświetlenia celu laserem, aby utrudnić przeciwnikowi podjęcie przeciwdziałania.
Gdy Krasnopoli używano w Czeczenii, gdzie ich cele nie miały detektorów
promieniowania koherentnego, podświetlanie zaczynano ze sporym wyprzedzeniem,
bez użycia układu synchronizacji. Mimo podawanego oficjalnie prawdopodobieństwa
trafienia bezpośredniego, wynoszącego 70%, w czasie działań osiągnięto podobno
średnią 80%. Produkowany jest także pocisk Krasnopol-M, który ma krótszy o 34
cm przedział aparatury (długość pocisku 960 mm w porównaniu do 1300 mm), a
część bojowa jest lżejsza o 1,5 kg przy zachowaniu niezmienionej skuteczności.
Dzięki temu jego zasięg wzrósł o 2 km, co jednak nie zmienia faktu, że
podświetlacz musi się znaleźć maksimum 7 km od celu. Opracowano ostatnio także
jego odmianę kal. 155 mm o zasięgu 17 km, przystosowaną do współpracy z
zachodnimi podświetlaczami, np. francuskim DHY -307.
Niedługo po rozpoczęciu produkcji
seryjnej dział 2S19 zaczęły się prace nad ich modernizacją. Początkowo głównym
celem było zwiększenie donośności i szybkostrzelności oraz niezawodności
-działania mechanizmów. Opracowano w tym celu udoskonalone działo z lufą o
nowej konstrukcji, ulepszonym oporopowrotnikiem (automatyczna kontrola
ciśnienia w mechanizmie powrotnym, kontrola temperatury płynu w hamulcu itp.),
nowym mechanizmem wychwytu i usuwania łusek. Szybkostrzelność wzrosła dzięki
tym działaniom do 11 strz./min., a wymiana lufy stała się możliwa bez demontażu
całej wieży. Opracowano także prototypy luf o długości 53 kalibrów, czyli 8130
mm. Przewidziano też zastosowanie nowego systemu kierowania ogniem,
współpracującego z kolejną generacją systemu dowodzenia artylerią Maniewr.
Podobno na początku lat 90. podjęto decyzję o przyjęciu tak zmodernizowanego
działa samobieżnego do uzbrojenia i nadano mu oznaczenie 2S30 Isiet' (niewielka
rzeka, dopływ rzeki Toboł).
Zanim jednak rozwiązania te
wdrożono do produkcji zmieniła się hierarchia ważności - na pierwszy plan
wysunęło się usprawnienie procesu celowania. Niezadowalająca autonomia działa
powoduje, że według rosyjskich ekspertów 2S19 ma w warunkach bojowych
pięciokrotnie mniejszą przeżywalność niż niemiecka PzH 2000. Ze względów
ekonomicznych wstrzymano się z rozpoczęciem produkcji 2S30, a postanowiono
jedynie zmodernizować konstrukcję 2S19 (z opcją równoległej modernizacji
pojazdów wyprodukowanych wcześniej). Dlatego w wersji 2S19Ml Msta-S1, zamiast
wszystkich wyżej opisanych udoskonaleń, wprowadzono elementy ASUNO - automatycznego
systemu kierowania naprowadzaniem i strzelaniem Uspiech w wersji S -
dedykowanej dla 2S19. W jego skład wchodzi komputer przenośny, układ
precyzyjnej nawigacji, złożony z bloku orientacji przestrzennej
(bezwładnościowego) i nawigacji satelitarnej, czujnik prędkości ruchu,
aparatura transmisji danych taktycznych. W wozie zainstalowano wielofunkcyjny
monitor dowódcy (komputerowa mapa z wykresem drogi przebytej i zaplanowanej,
pełna informacja nawigacyjna i dane o celu, informacje od wozów rozpoznawczych
oraz przełożonych) oraz wskaźniki dla celowniczego i ładowniczych. Cała
procedura celowania, wyboru rodzaju amunicji i wprowadzania poprawek jest
zautomatyzowana i może odbywać się albo w trybie autonomicznym, albo w wyniku
działania stanowiska dowodzenia. Pokładowy komputer może zapamiętywać do 10
zadań ogniowych. Dzięki temu każde z dział może prowadzić ogień z
nieprzygotowanych i przypadkowo wybranych pozycji, wykonując zadania ogniowe
indywidualnie lub w składzie baterii lub dywizjonu. Wprowadzono także radarowy
czujnik balistyczny, umieszczony u nasady lufy. Podobno pierwsza seria tak
zmodyfikowanych dział została dostarczona armii na początku 2001 r. Co bardzo
istotne, czas osiągnięcia gotowości ogniowej od chwili wyjścia z kolumny
marszowej dywizji udało się skrócić trzykrotnie, a czas od otrzymania
współrzędnych celu do otwarcia ognia wynosi tylko 15 s.
Oprócz systemu dowodzenia
Kapustnik-E wprowadzono możliwość użycia systemów 1 W12-3 Maszyna-M (według
producenta jest to wyposażenie Kapustnika zainstalowane w MT-LEu) i Falset-M
(podobno także na nośnikach z rodziny EMP-2) z KNP lW156 i punktem dowodzenia 1
W157 . Budowane są także ponoć pojazdy dowodzenia systemu Kapustnik-S na
nośnikach należących do rodziny EMP-3. Trwają także prace nad zintegrowanym
systemem dowodzenia artylerią od szczebla baterii do brygady Gamma - należącym
do IV pokolenia.
Wyciągnięto także wnioski z
niepowodzeń Msty na rynkach zagranicznych, w tym indyjskim. Uznano, że jedną z
najważniejszych przyczyn było stosowanie kalibru 152 mm, podczas gdy na świecie
dominuje 155 mm. Dlatego w CKE Titan opracowano pod kierunkiem W. Nasiedkina
armatę 2A64 ze zmienioną lufą i zamkiem. Ma ona kaliber 155 mm i długość 52
kalibrów, waży o kilkaset kg więcej, ale przy zastosowaniu zachodniej amunicji
gwarantuje znacznie lepsze parametry balistyczne. Klasycznym pociskiem L15Al
strzela na odległość 30 km, a zaopatrzonym w gazogenerator - 41 km. Prototyp
samobieżnej haubicy 2S19M2 z nową armatą zademonstrowano w 2000 r. lest ona o
tonę cięższa, o 51 cm dłuższa i zabiera o 4 pociski mniej. Zastosowanie
ładunków miotających o innej konstrukcji, a przede wszystkim ich
niejednorodność, spowodowały, że podczas prób poligonowych szybkostrzelność
praktyczna spadła do 6 strz./min. Wyposażenie wersji eksportowej jest
analogiczne do wersji Ml, a dane do strzelania może otrzymywać z dowolnych
systemów dowodzenia (Tacfire, Adler itp.). Nowy kompleks nawigacyjno-celowniczy
otrzymał nazwę SUO-155 i może on różnić się od oferowanego Armii Rosyjskiej
zastosowaniem kolorowego monitora. Co ciekawe, również w Rosji coraz częściej
mówi się o celowości przejścia na kaliber 155 mm, choćby dla redukcji kosztów
opracowania eksportowych odmian produkowanych dział.
Najmniej znaną odmianą omawianego
działa jest Msta-K. Została ona opracowana w CNII Euriewiestnik z Niżnego
Nowgorodu prawdopodobnie na początku lat 90. Pod względem konstrukcyjnym łączy
szereg rozwiązań, zastosowanych w czechosłowackiej Danie i znacznie nowszym,
francuskim Caesarze. Z tego ostatniego zapożyczono ideę umieszczenia działa na
podwoziu typowej ciężarówki terenowej, a nie na specjalistycznym nośniku.
Został w tym celu wykorzystany jeden z najnowszych czteroosiowych pojazdów
rodziny MZKT z Mińska. Francuska haubica jest obsługiwana z gruntu, jak zwykłe
działo holowane. Msta-K, przynajmniej na etapie prototypu, ma z obu stron
części zamkowej dwie niewielkie kabiny, tworzące wraz z działem płaską wieżę.
Msta-K może prowadzić ogień w sporym zakresie obrotu w azymucie, choć na pewno nie
przekracza on 90°. Dla zwiększenia stateczności podczas strzelania działo
wspiera się na czterech masywnych wspornikach, opuszczanych hydraulicznie. Nie
ujawniono informacji, czy zachowany został automat ładowania, czy też, podobnie
jak w 2A65, wspomagają je jedynie sprężynowe dosyłacze. Symptomatyczne jest, że
na pojeździe zainstalowano działo bliższe konstrukcyjnie holowanej Mście-E niż
2A64 z Msty-S - nie ma ono przedmuchiwacza, a u nasady lufy znalazły się
dodatkowe amortyzatory . Działo nie ma możliwości prowadzenia ognia na wprost -
minimalny kąt podniesienia przy położeniu lufy dokładnie do przodu wynosi ok.
20°. Nie jest to jednak poważny mankament, gdyż miałoby być ono stosowane na
szczeblu dywizja-armia, a więc z zasady prowadzić ogień z głębokiego zaplecza.
Trudno ocenić, jakie będą losy tej odmiany Msty, ale należy powątpiewać, czy w
najbliższej przyszłości znajdą się na nią środki finansowe (tym bardziej, że do
produkcji seryjnej nie trafiła większość z opracowanych wcześniej w CNII
środków ogniowych dla wojsk lądowych).
Samobieżna haubica 2S19 jest
niewątpliwie najnowocześniejszym obecnie rosyjskim działem samobieżnym. lej
stosunkowo ograniczoną donośność (24,7 km) można uznać za zadowalającą tylko po
uwzględnieniu, że do dyspozycji są ciągle armaty 2S7 o zasięgu 44 km oraz
rekordowo liczne wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet niekierowanych dużego
kalibru. Także szybkostrzelność jest wystarczająca, gdyż do intensywnych nawał
ogniowych na cele powierzchniowe-są stosowane także wyrzutnie rakiet, np.
EM-21. Jeśli jednak 2S19 mają wyprzeć inne działa samobieżne, także z
samodzielnych brygad artylerii, to ich donośność będzie musiała zostać
zwiększona. Największe słabości 2S19, czyli brak autonomii i długi czas
osiągania gotowości ogniowej zostały wyeliminowane w wersji 2S19Ml. Natomiast w
konfiguracji M2 Msta może z powodzeniem konkurować z dostępnymi na światowym
rynku działami samobieżnymi, tym bardziej że jej cena nie jest wysoka - w
połowie lat 90. była ona deklarowana na ok.l,6 mln USD. Warto jednak pamiętać,
że wieża 2S19 nie jest w pełni autonomiczna i nie była dotąd oferowana z innymi
nośnikami (jak np. brytyjska AS90, południowoafrykańska T -6, czy słowacka
Zuzana).