Następcy Katiuszy cz.I
Tomasz Szulc
Od połowy lat 20. w Rosji
Radzieckiej rozwijano wiele nowatorskich typów
uzbrojenia. Wśród nich były także rakiety niekierowane, konstruowane w
Laboratorium Gazodynamicznym - GDL, a od 1933 r. w Instytucie Rakietowym - RNII
przez zespól, kierowany do 1930 r. przez Tichomirowa, a później przez
Łangiemaka. Idea ich użycia przetrwała pogromy inteligencji i wyższej kadry
dowódczej w latach 1937-39. Planowano najpierw ich użycie jako broni
powietrze-powietrze, a w 1938 r. zlecono opracowanie-wersji ziemia-ziemia.
Pociski lotnicze zostały po raz pierwszy zastosowane bojowo w 1939 r. w konflikcie
z Japonią nad Chałchyn-Gołem, a lądowe skierowano w tym samym roku na testy
poligonowe. W Instytucie, noszącym wówczas oznaczenie NII-3, pod kierunkiem
Kostikowa opracowano dwa rodzaje samobieżnych wyrzutni rakiet M-13 kal.132 mm
na bazie ciężarówki ZIS-5, MU-1 miała 24 prowadnice szynowe ustawione
prostopadle do osi wzdłużnej samochodu, MU-2-16 pięciometrowych prowadnic,
umożliwiających odpalanie rakiet w kierunku jazdy. Kąt podniesienia obu
wyrzutni regulowano mechanizmem korbowym, a kierunek strzelania nadawano
ustawiając odpowiednio samochód. Do strzelań ziemia-ziemia przeznaczono także
rakiety lotnicze M-8 kał. 82 mm i zbudowano dla nich kilka typów wyrzutni: 24
prowadnicową na kadłubie czołgu T-60, analogiczną na samochodzie ciężarowym
oraz, już w czasie wojny, wersje 36 i 48 prowadnicowe. W 1941 r. zostały
opracowane, najmniej później znane, wyrzutnie przeciwlotnicze dla rakiet obu
kalibrów. W chwili rozpoczęcia wojny z Niemcami wyrzutnie rakiet ziemia-ziemia
zaczynano dopiero produkować, ale już ich pierwsze użycie 14 lipca 1941 r. pod Orszą
dowiodło ogromnej skuteczności nowej broni i produkcja uzyskała najwyższy
priorytet. Zasięg rakiet M-13, wynoszący 8,4 km był wprawdzie mniejszy, niż
dział o zbliżonym kalibrze, ale intensywność ognia w pełni to kompensowała.
Produkcja zarówno szynowych wyrzutni, jak i rakiet wymagała mniej czasu i
materiałów niż w przypadku armat, a na dodatek „gwardyjskie minomioty",
jak nazywano je oficjalnie, wywoływały także silny efekt psychologiczny.
Dla nowej broni przyjęła się nazwa Katiusza, która wzięła się zapewne od litery „K” na
wyrzutniach, oznaczającej, że wyprodukowano je w zakładach im. Kominternu w
Woroneżu, przeniesionych potem do Niżnego Tagiłu. W praktyce okazało się co
prawda, że poważnym mankamentem jest duży rozrzut rakiet, ale kompensowano go
stosowaniem zmasowanych nawał ogniowych na cele powierzchniowe, gdzie ten
czynnik tracił na znaczeniu. Wyrzutnie BM-13 (Bateriejnyj Minomiot, co można
przetłumaczyć jako „sprzężony moździerz”) montowano głównie na amerykańskich
samochodach Chewolet. GMC i Studebacker (na tym ostatnim zabudowa standardowa
– BM-13N - normalizirowannaja), a mniejsze BM-8 na Dodge i ZISach. Od 1942 r.
używano także rakiet Andriusza,
powstałych w Głównym Zarządzie Uzbrojenia Jednostek, Gwardyjskich Moździerzy
(był taki!) przez zaopatrzenie M-13 w nadkalibrową cześć bojową kalibru 300 mm.
Zasięg rakiet M-30 wynosił tylko 2,5 km, ale siła rażenia była bardzo duża. Z
czasem udoskonalono silniki i zasięg pocisków M-31 wzrósł do 4,3 km. Do ich
odpalania stosowano stacjonarne, czteroprowadnicowe wyrzutnie ramowe M-30
(nazywane „łóżkami bojowymi”), a później także samobieżne BM-31-12 z dwunastoma
prowadnicami prętowymi. Ze względu na mniejszą ilość odpalanych w salwie rakiet
zwiększono celność przez uzupełnienie stabilizacji aerodynamicznej - obrotową.
W podobny sposób poprawiono w końcu 1944 r. celność rakiet M-13UK za cenę obniżenia
zasięgu do 8 km. Ostatni, już powojenny, wariant rakiet dla wyrzutni BM-13
nosił oznaczenie M-13DD, miał dwa typowe silniki, umieszczone jeden za drugim,
masę większą o 20 kg i długość o 0,71 m. O znaczeniu rakiet niekierowanych
świadczy ich rosnąca liczebność: w kontrofensywie pod Moskwą w grudniu 1941 r.
uczestniczyło ok. 400 wyrzutni, pod Stalingradem w 1943 r. było ich 1300, a w
czasie wojny wyprodukowano w sumie 10 tyś. wyrzutni (tylko w zakładach
„Kompresor” opracowano pod kierunkiem Barmina 78 różnych wersji) i 12,5 min.
rakiet.
Wyrzutnie BM-13 i BM-31 na samochodach ZIS-151 (BM-13M) i
ZIL-157 (8U34 - BM-13N) pozostawały w jednostkach liniowych Armii Radzieckiej
do końca lat 50., a ostatecznie wycofano je z uzbrojenia podobno dopiero w 1991
r., a do dziś wyrzutnie tego typu na podwoziach ZŁ-131 służą do odpalania
imitatorów celów powietrznych! W państwach Układu Warszawskiego używano ich do
końca lat 60., a w krajach trzeciego świata nawet o 15 lat dłużej. W Polsce
ostatnie użycie „bojowe" BM-13 miało miejsce w 1968 r. podczas kręcenia
filmu Jarzębina Czerwona.
Katiusze doczekały się w latach wojny licznych
zagranicznych naśladowców - rakiety niekierowane stosowali Brytyjczycy,
Amerykanie, Japończycy, a przede wszystkim Niemcy. Ci ostatni preferowali inną
koncepcję wyrzutni i inny sposób stabilizacji rakiet: prowadnice rurowe i
stabilizację obrotową. Rozwiązanie to miało szereg zalet, pociski nie były
wrażliwe na uszkodzenia w czasie transportu i składowania (główną przyczyną
niskiej celności rakiet radzieckich były stateczniki, pogięte w czasie
transportu), wyrzutnie stanowiły ich dodatkową osłonę, a prowadnice rurowe były
krótsze i lżejsze od szynowych. Wadą takiego rozwiązania był mniejszy zasięg,
spowodowany zużyciem części paliwa dla nadania ruchu wirowego pociskom.
Rosjanie testowali oczywiście zdobyczne uzbrojenie i
docenili zalety wyrzutni rurowych oraz krótkich prowadnic prętowych, które
również stosował Wehrmacht. Na dodatek po zakończeniu wojny w ZSRR nie zaprzestano
prac nad wyrzutniami rakiet ziemia-ziemia, podczas gdy inne kraje zwycięskiej
koalicji uważały, że o powodzeniu operacji lądowych decyduje głównie siła
wsparcia lotniczego i nie planowały rozwoju artylerii ani rakiet ziemia-ziemia
małego zasięgu. Powojenne konstrukcje radzieckie były początkowo głównie
wyrzutniami z krótkimi prowadnicami prętowymi, przypominającymi klatki z
metalowych prętów, mieszczące rakiety, stabilizowane statecznikami
aerodynamicznymi lub obrotowo. Opracowywano zarówno rakiety dużej mocy i
małego zasięgu, jak i zwiększonego zasięgu. Do pierwszej grupy należały
stabilizowane wirowo pociski M-24, odpalane z dwumetrowych,
dwunastoprowadnicowych wyrzutni prętowych BM-24 (8U31), instalowanych na
samochodach ZIS-151. Ich rozwinięciem stały się rurowe (dł. prowadnic 1,4 m)
wyrzutnie BM-24T montowane na gąsienicowych ciągnikach ATS, czyli „obiekcie
712”, ujawnione po raz pierwszy w 1957 r. Ich rakiety burzące eksplodując
tworzyły leje o średnicy 6 m i głębokości 2,5 m, a pociski MS-24 przenosiły po
19 kg trującej „substancji R-35”. Rakiety o zwiększonym zasięgu były oznaczone
indeksem „UD" i miały części bojowe o mniejszej o ok. 35% masie.
Konstruując dla BM-24 pociski chemiczne wrócono do koncepcji z lat 30., według
której głównym zadaniem wyrzutni rakiet niekierowanych miało być właśnie
przenoszenie broni chemicznej (większość przedwojennych prób BM-13
przeprowadzono na poligonie wojsk chemicznych, a pierwszym ich dowódcą
specjalista od broni chemicznej).
Nieco wcześniej, bo w 1954 r. pokazano także nowe
wyrzutnie małego kalibru BM-14. Każda z nich miała 16 krótkich (1,1 m)
prowadnic rurowych dla stabilizowanych obrotowo rakiet M-140F kał. 140 mm. Jej
wersją rozwojową ż 1959 r. była 17 rurowa wyrzutnia BM-14-17 na dwuosiowej
ciężarówce terenowej GAZ-6E. Wojska powietrzno-desantowe Otrzymały niewielką
gabarytowo szesnastorurową wyrzutnię RPU-14 na dwukołowym podwoziu armaty
ppanc. D-44 (swoistą kopię niemieckich Nebelwerferów), przeznaczoną
również do odpalania rakiet M-140F. Mogła być desantowana na spadochronie lub
spadochronowej platformie desantowej i holowana przez samochód GAZ-69.
Do kategorii rakiet większego zasięgu należały smukłe,
stabilizowane aerodynamicznie MD-20 o zasięgu 19 km, odpalane z
czteroprowadnicowych wyrzutni prętowych na samochodach ZŁ-151. Ich rozwinięciem
były pociski 3R7 o zasięgu 55 km, odpalane z poszóstnych wyrzutni 2P5 (SM-44)
systemu Korszun na samochodach JaAZ-214. Te ostatnie, opracowane w
NII-88 z podmoskiewskich Podlipek, były wyjątkowe z racji zastosowania w nich
ciekłego paliwa. Wspólną cechą tych wyrzutni i rakiet było zastosowanie
spiralnych prowadnic, nadających pociskom w chwili startu powolny ruch obrotowy, podtrzymywany potem przez
wieniec niewielkich dysz, ustawionych .wokół dyszy głównej silnika pod kątem
ok. 6 . Ruch obrotowy nie miał wywoływać efektu żyroskopowego, a jedynie
kompensować często występującą asymetrie ciągu, nie powodując przy tym tak
dużych strat energii (i zasięgu), jak szybki ruch wirowy. Rakiety miały oprócz
tego po cztery niewielkie, nieskładane stateczniki i były pod względem zasięgu
bliskie ówczesnym rakietom taktycznym, którym ustępowały wyraźnie jedynie masą
części bojowej, nie mogącej zawierać głowicy atomowej. Kolejne pokolenie RSZO,
czyli rakietowych systemów ognia salwowego (polski odpowiednik terminologiczny
- wieloprowadnicowa wyrzutnia rakiet niekierowanych ziemia-ziemia) powstawało
w zorganizowanym w lipcu 1945 r. Nil-147 w Tulę. Instytut zajmował się
początkowo opracowaniem technologii wytwarzania stalowych łusek
artyleryjskich, których produkcję uruchomiono w niedługim czasie w zakładach
Sztamp, również w Tulę. Od 1957 r. NII, przemianowany w 1966 r. na Tulski
GosMIIToczMasz (Państwowy Instytut Naukowo-Badawczy Przemysłu Precyzyjnego), a
w 1992 r. na GNPP (Państwowe Przedsiębiorstwo Naukowo-Produkcyjne) Spław,
kierowany przez Ganiczewa, koncentrował swą uwagę na RSZO. Jego pierwszym opracowaniem,
realizowanym na polecenie Rady Ministrów ZSRR z 30 maja 1960 r. był system
BM-21 Grad z pociskami M-210F. Rakiety miały rekordowo duże wydłużenie - ponad
23, dzięki czemu przy zachowaniu niewielkiego kalibru można było zabudować
silnik prochowy o dużej długości i osiągnąć znaczny zasięg. Technologia
produkcji opierała się na głębokim tłoczeniu i przeciąganiu, czyli technologiach,
stosowanych dotąd do wytwarzania łusek artyleryjskich. Dla zachowania
zadowalającej celności zastosowano kombinowany sposób stabilizacji za pomocą
niewielkich, rozkładanych po starcie stateczników i ruchu obrotowego pocisku,
wymuszonego najpierw przez spiralną prowadnicę w rurowej wyrzutni, a potem
przez asymetrię dysz i stateczników. Dzięki temu, przy zadowalającym rozrzucie,
można prowadzić ogień na odległość 20 km. W 1963 r., kiedy BM-21 zaczęły
trafiać na uzbrojenie, takie) donośności nie miały działa kał. 122 mm! Dzięki
niewielkiemu kalibrowi rakiet w SKB-203 udało się zaprojektować małą
rozmiarami wyrzutnię, złożoną aż z 40 trzymetrowych prowadnic, co zapewniło
dużą siłę ognia. Nie zastosowano wprawdzie mechanizmów zdalnego ustawiania
zadanego kąta podniesienia, przez co niezbędne jest opuszczanie przez załogę
kabiny samochodu i użycie mechanicznego celownika oraz zewnętrznych napędów
elektrycznych, ale zapewniono nadzwyczajną prostotę konstrukcji wyrzutni,
która na dodatek może obracać się w zakresie 102° w lewo i 70° w prawo
(ograniczenia powodowane przez wysięgnik celownika) dla nadania pociskom właściwego
kierunku, niezależnie od ustawienia samochodu. BM-21 instalowano na
najnowszych wówczas samochodach terenowych Urał-375.
|
Grad-W na podwodziu
GAZ-66 |
Wyrzutnie BM-21 weszły w skład
dywizyjnych pułków artylerii w ilości co najmniej jednej sześciowyrzutniowej
baterii, w której było też 6 samochodów transportowych 9F37 na podwoziu
Urała-375, z których każdy przewozi 40 pocisków na stelażach. Zadaniem baterii
miało być wspieranie działań zaczepnych przez rażenie celów powierzchniowych -
stanowisk artylerii, rejonów obrony itd. W obronie BM-21 miały służyć do
stawiania zapór ogniowych, utrudniać przeciwnikowi manewr siłami itd.
Specyfiki użycia wyrzutni rakiet niekierowanych dowodzi porównanie
orientacyjnego zużycia pocisków przez artylerię lufową i rakietową,
niezbędnego do obezwładnienia wybranych celów. Jest ono podobne dla dział kał.
122 mm i BM-21, a wyraźnie większe dla rakiet starszej generacji BM-24 w
porównaniu z armatami podobnego kalibru. Ewidentna jest korzyść ze względu, na
czas/wykonania zadania. Do obezwładnienia obrony na powierzchni 1ha bateria Gradów potrzebuje 20s, podczas gdy 6
dział samobieżnych kał.122 mm - ok. 8 min. Na dodatek ich zasięg ognia jest
nieco mniejszy, a masa materiału wybuchowego przenoszonego przez pociski jest
mniejsza o blisko połowę. RSZO były według strategów radzieckich swoistym
substytutem taktycznej broni jądrowej - niezbyt celne i mało skuteczne wobec
czołgów, ale dysponujące dużą siłą rażenia siły żywej i obiektów. Dla dywizji
pancernych przewidywano wersję BM-21 o trakcji gąsienicowej, ale brak
odpowiedniego nośnika opóźnił budowę prototypu.
Dla wojsk
powietrzno-desantowych opracowano w 1967 r. wyrzutnię Grad-W na podwoziu samochodu terenowego GAZ-66. Jest ona
oczywiście odpowiednio mniejsza - ma tylko dwa rzędy po sześć prowadnic, ale
może strzelać pociskami takimi samymi, jak BM-21. Jej zaletą jest możliwość
desantowania na standardowej palecie spadochronowej i duża ruchliwość w terenie.
Dla zapewnienia odpowiednich kątów ostrzału, stateczności podczas prowadzenia
ognia i niewielkich wymiarów w położeniu marszowym zastosowano relatywnie
złożony układ kinematyczny ramy wyrzutni. W położeniu transportowym jest ona
skierowana wylotami prowadnic do tyłu, a do strzelania jest wysuwana na
długiej ramie poza obrys podwozia i przy dużych kątach podniesienia tylna
część prowadnic prawie opiera się o ziemię. Dla ustatecznienia samochód ma z
tyłu dwa składane wsporniki talerzowe. Sam nośnik też różni się od zwykłego
GAZa-66 - ma bowiem krytą brezentem kabinę oraz składane szyby przednie i
boczne. Alternatywnym rozwiązaniem było rozmieszczenie takiej samej wyrzutni
na gąsienicowym BTR-D, ale nie zyskało ono ostatecznie aprobaty.
|
Wyrzutnia Grad-1 na bazie ciężarówki ZIŁ-131 |
Nieco mniej oczywiste są
przyczyny opracowania, przyjętego w 1974 r. na uzbrojenie, systemu Grad-1 z wyrzutnią 9P138 na samochodzie
ZIŁ-131. Różni się ona konstrukcyjnie od BM-21 - hydrauliczny cylinder
podnośnika przymocowany jest centralnie, bezpośrednio do prowadnic, gdyż nie
mają one dolnej ramy nośnej, przez co trzeba było-usunąć dwie środkowe pary
dolnych rzędów prowadnic (wyrzutnia ma ich więc 36). Na dodatek w położeniu
transportowym wyloty ,,luf” są skierowane do tyłu, a przed otwarciem ognia
platforma z wyrzutnią jest przesuwana na specjalnych prowadnicach o prawie
metr do tyłu wraz z błotnikami tylnych kół i wraz z nimi obraca się na boki w
zakresie po 35°. Zagraniczni analitycy przez wiele lat nie zauważyli tych
różnic, a potem usiłowali tłumaczyć tak skomplikowane rozwiązanie
zastosowaniem zautomatyzowanego układu przeładowania wyrzutni ze specjalnego
samochodu transportowo-załadowczego. Była w tym część prawdy, gdyż taką
koncepcję testowano, tyle ze dla klasycznych BM-21, a nie dla pojazdu załadowczego
9F380 z 54 pociskami i transportowego 9T450 tworzących system z wyrzutnią
9P138. Grad-1 został w rzeczywistości
pomyślany jako system uzbrojenia dla szczebla pułku, opracowano dla niego
rakiety OF21-1 i 9M28F o zmniejszonym do ok. 15 km zasięgu, ale z większą
częścią bojową. Z czasem skonstruowano też pociski zapalające - 9M28S i dymne
- 9M28D oraz 9M28K (z minami przeciwpancernymi PTM-3). Zastosowanie mniejszego
samochodu było podyktowane chęcią standaryzacji nośników w Armii Radzieckiej,
do czego zresztą nigdy nie doszło. W 1976 r. wyrzutnię Grad-1 w wersji 9P139
zainstalowano na kadłubie MT-LBu, a dokładniej maszyny, będącej bazą
samobieżnej haubicy 2S1. Wyrzutnia była pływająca i przewoziła w kadłubie drugą
jednostkę ognia. Jej próby zakończyły się pomyślnie, ale produkcji seryjnej nie
podjęto wychodząc z założenia, że nawet pułkowe Grody działają z drugiej linii
i nie muszą być opancerzone, a koszt produkcji i eksploatacji wersji
gąsienicowej jest znacznie większy niż kołowej.
|
|
Mało znaną odmianą jest Grad-P (partyjpjcki) opracowany i
produkowany od 1965 r. początkowo dla partyzantów Vietcongu, a potem i dla
innych odbiorców. Była to wersja jednoprowadnicowa, trójnozna, nadająca się do
transportu wstanie rozłożonym - w jukach zwierząt pociągowych, na wietnamskich
rowerach, a nawet na plecach bojowników. Także i w jej przypadku było przewidziane
użycie pocisków 9M22M o zmniejszonej do 46 kg masie i zasięgu 11 km. Jak dotąd
nie ujawniono szczegółowych danych technicznych wyrzutni 9P132, wiadomo
jedynie, że ma lufę długości ok. 2 m i masę 35 kg. Znacznie później powstała
również przenośna i również jednoprowadnicowa wyrzutnia 9K510, przeznaczona
do odpalania oświetlających pocisków 9M42 Iluminacja o masie 27 kg na
odległość od l do 5 km lub rakiet 9M43 z ładunkami dymnymi.
Doskonalenie systemu Grad przebiegało początkowo drogą
zwiększania walorów bojowych i różnorodności rakiet. Najpierw były to
odłamkowo-burzące pociski 9M22 z zapalnikiem MRW o sile rażenia prawie dwukrotnie
większej od starszych rakiet kał. 140 mm oraz chemiczne 9M23 Lejka z 3 kg bojowych środków
toksycznych oraz wysokościowym zapalnikiem, detonującym 1,5 kg TNT na wysokości
od l do 30 m nad celem. W 1971 r. wprowadzono pociski zapalające 9M22S, potem
ich odmianę z wymuszonym formowaniem 180 ognisk zapalnych, w połowie lat 70.
odłamkowe z wymuszoną fragmentacja, a w 1981 r. kasetowe 9M22K Ukraszenie i 9M16 Prozaik, mieszczące
odpowiednio trzy miny przeciwczołgowe typu PTM-3 o masie 5 kg każda i czasie
samolikwidacji od 16 do 24 godzin i pięć min przeciwpiechotnych typu POM-2 o
masie 1,7 kg, czasie samolikwidacji 4-100 h i wyjątkowych zapalnikach
kontaktowych w postaci czterech dziesięciometrowych sznurów, rozrzucanych
pirotechnicznie wokół ustawionej miny. Opracowano także pociski zawierające 36
ładunków kumulacyjno-odłamkowych, dymne, których salwa formuje na czas co
najmniej 6 minut zasłonę o szerokości l km oświetlające oraz agitacyjne -
rozrzucające ulotki.
Radykalną modernizacją systemu
było opracowanie nowej wyrzutni 9451 przy zachowaniu niezmienionego kalibru
rakiet. Nawet nośnik prawie się nie zmienił - ma wprawdzie oznaczenie
Urał-4320, ale od swego poprzednika różni się głównie zastosowaniem
wysokoprężnego silnika. Przy zachowaniu prawie niezmienionej masy wyrzutni
zwiększono nieco długość prowadnic, a przede wszystkim powiększono ich ilość do
50. Są rozmieszczone w pięciu rzędach po jedenaście, ale centralne
rozmieszczenie cylindra hydraulicznego mechanizmu podniesienia spowodowało
konieczność usunięcia środkowych prowadnic dolnych rzędów. Wyrzutnia jest
zaopatrzona w układ zdalnego zadawania kąta podniesienia i kierunku, ma też
większy zakres obrotu, gdyż nie potrzeba korzystać z mechanicznego celownika.
Na dodatek zastosowano elektroniczny układ nastawiania zapalników pocisków z
kabiny w chwili odpalenia z elementami wykonawczymi na wylotach prowadnic.
Wszystko to spowodowało dwukrotne skrócenie czasu przygotowania do otwarcia
ognia. Do 15 minut (w materiałach reklamowych podaje się nawet 7 min.)
skrócono także czas przeładowania wyrzutni z pojazdu transportowo-załadowczego
9T232M, również na bazie Urała-4320. Przewozi on 50 pocisków i jest zaopatrzony
w elektryczny wciągnik na poziomym ramieniu ze specjalnymi uchwytami,
ułatwiający manipulowanie ładunkiem. Próby fabryczne nowego systemu zakończyły
się w 1982 r., ale produkcję pod nazwą 9K53 Prima podjęto dopiero pięć lat
później, w dwa lata po zakończeniu seryjnego montażu Gradów. System został przystosowany do zautomatyzowanej transmisji
danych do strzelań, autonomicznego topodowiązania itp. Na pierwszy rzut oka
różni się od swego poprzednika zastosowaniem metalowej obudowy bloku
prowadnic, która osłania 70% długości luf przed promieniowaniem słonecznym i
uszkodzeniami mechanicznymi (podobne osłony są instalowane i na nowszych Gradach-1). Wszystkie wprowadzone zmiany
doprowadziły do znacznego zwiększenia efektywności RSZO - dla wykonania takich
samych zadań ogniowych trzeba od 5 do 10 razy mniej pojazdów systemu Prima niż Grad, a czas ich przebywania na stanowiskach ogniowych jest
czterokrotnie krótszy.
Szereg udoskonaleń,
zastosowanych w Primie, oraz pewne
nowe rozwiązania są obecnie oferowane jako pakiet modernizacyjny dla zwykłych
BM-21. Każda wyrzutnia może otrzymać miniaturowy blok kierowania ogniem,
złożony z komputera Bagiet-41, układu
nawigacji bezwładnościowej i satelitarnej oraz łącza danych. Możliwe jest
dzięki niemu naprowadzanie wyrzutni na cel bez opuszczania kabiny, załoga wozu
została zmniejszona do dwóch żołnierzy, a czas osiągania gotowości ogniowej
skrócono o połowę. Dla baterii i dywizjonów BM-21 opracowano skonteneryzowane
stanowisko dowodzenia i łączności Kapustnik-BG, które można zainstalować na dowolnym pojeździe. We
współpracy z nim baterie może otworzyć ogień już w minutę po zajęciu stanowisk.
Na tak istotne zmiany wpłynęło
w dużej mierze także opracowanie dla Primy nowych rakiet 9M53. Przede
wszystkim zastosowano oddzielającą się część bojową ze spadochronem hamującym,
dzięki czemu niezależnie od odległości strzelania głowica opada na cel prawie
pionowo. W starszych pociskach, przy strzelaniu na dużą odległość rakiety
leciały płaskim torem i uderzały w cel pod bardzo małym kątem, przez co
sześciokrotne malała ich skuteczność, gdyż rozlatujące się pierścieniowo
odłamki częściowo były skierowane w górę, a częściowo w ziemię. Przy strzelaniu
na krótkie dystanse niezbędne było z kolei ręczne nakładanie pierścieni
balistycznych na rakiety. Nowe pociski otrzymały zapalniki czasowe,
umożliwiające wybór momentu oddzielenia części bojowej, a od niedawna są też
zaopatrywane w zapalniki zbliżeniowe, detonujące ładunek nad ziemią. W przypadku
ustawienia pocisku na działanie burzące nie następuje oddzielenie części
bojowej, a zapalnik działa kontaktowo. Z racji zastosowania spadochronu masa
części bojowej zmalała o 1,8 kg, ale zastosowanie nowego materiału wybuchowego
oraz prefabrykowanych odłamków dwóch frakcji spowodowały wzrost skuteczności.
Opracowano nowe głowice kasetowe z 45 podpociskami kumulacyjno-odłamkowymi,
przebijającymi pancerz o grubości ponad 100 mm i formującymi 2450 odłamków
oraz głowice z ładunkiem paliwowo-powietrznym o działaniu podmuchowym. Są, też
oferowane głowice, zawierające dwa samonaprowadzające się podpociski
kumulacyjne MSBE (małowymiarowy samocelujący element bojowy). Pierwszy tego
rodzaju pocisk, co prawda większego kalibru, został skonstruowany w Spławie
już w 1980 r. a prace w tym zakresie trwają nieprzerwanie - za rok ma się np.
rozpocząć produkcja subamunicji nowej generacji, zaopatrzonej w zdwojone
układy samonaprowadzania (prawdopodobnie czujnik termiczny i radar
milimetrowy). Zostały także opracowane nowe silniki rakietowe, które umożliwiają
zwiększenie zasięgu pocisków burzących do 33 km. Najprawdopodobniej ze względów
marketingowych do współpracy przy produkcji nowych silników zaproszono w 1995
r. francuską firmę CELERG, która ma się zajmować ich promocją i eksportem. W
1997 r. zaproponowano silniki produkcji rosyjskiej, gwarantujące zasięg 36 km,
a w październiku 1998 r. przeprowadzono pokazowe strzelanie rakietami o
zasięgu-40 km uzyskanym dzięki dalszemu doskonaleniu mieszanki napędowej,
zmniejszeniu masy korpusu rakiety oraz nieznacznym ulepszeniom
aerodynamicznym. Niektóre źródła podają, że przy tym zasięgu dość znacznie
wzrósł rozrzut salwy - z powierzchni 500x400 m do 600x600 m, co jest kompensowane
większą skutecznością części bojowych rakiet. Zarówno nowe części bojowe, jak
i przedziały silnikowe rakiet są wzajemnie wymienne ze starszymi pociskami dla
Gradów i na życzenie klientów zagranicznych jest możliwa dostawa tylko
wybranych, unowocześnionych komponentów. Wszystkie typy nowych pocisków mogą
być odpalane ze starszych wyrzutni, choć niezbędne jest wtedy ręczne ustawianie
ich zapalników.
Nowością są rakiety kierowane
laserowo. W 1995 r ujawniono uniwersalny pocisk kał. 110 mm o masie 16 kg i
długości 740 mm, który może być zaopatrywany w koszulkę większego kalibru i
odpalany z armat lub RSZO. Jego zaletą jest zastosowanie do korekcji
trajektorii nie powierzchni aerodynamicznych, a rozkładanych hamulców oraz
silników prochowych i rezygnacja ze skomplikowanych żyroskopów, dzięki czemu
jest o 70% tańszy od podobnego, ale „klasycznie” kierowanego Kitolowa kał.
122 mm. Wersja przeznaczona dla rakiet niekierowanych kał. 122 mm nosi nazwę Ugroza-1. Zakłada się, że
zastosowanie rakiet z takimi częściami bojowymi powinno radykalnie zwiększyć
celność systemów kał. 122 mm i umożliwić zwalczanie za ich pomocą celów
punktowych. Obecnie Ugroza jest oferowana z tandemową głowicą
kumulacyjną, ale zapowiadana jest także jej odmiana kasetowa i burząca. Ta
ostatnia w wersji z koszulką kał. 130 mm jest oferowana pod nazwą Firn-1 dla armat M-46. Klasyczne,
naprowadzane laserowo pociski dla wyrzutni Grad
chce także po 2005 r. produkować niemiecka firma Diehl. Mają mieć układ
żyroskopowej stabilizacji, sterujące powierzchnie aerodynamiczne z przodu oraz
trzyczęściową głowice: kumulacyjno-penetrująco
-odłamkową, a cele mają być wskazywane
przez wysuniętych obserwatorów.
Innym, oryginalnym
rozwiązaniem, jest pocisk 9M519 Lilia-2 z zapalnikiem TM-120, opracowany
we współpracy radziecko-bulgarskiej i przenoszący nadajnik zakłóceń radiowych.
Zarywa się on w ziemię i przez co najmniej godzinę emituje zakłócenia w
zakresie od 1,5 do 120 MHz w zależności od nastrojenia (salwa ośmiu pocisków
pokrywa całe pasmo), uniemożliwiające działanie łączności radiowej i
zakłócające częściowo nawet połączenia przewodowe. Pocisk z głowicą ważącą
18,4 kg ma zasięg ograniczony do 18 km, choć przetestowano już prototyp wersji
z wydłużonym silnikiem o donośności 34 km. W 1998 r. ujawniono trzy rodzaje
pocisków rodziny 9F834, stanowiących cele pozorne z 5 rodzajami
głowic-emiterów, stosowane do szkolenia obrony przeciwlotniczej oraz
komplikowania działań nieprzyjacielskim, taktycznym systemom przeciwrakietowym.
Dla odpalania tych rakiet na poligonach przeciwlotników opracowano także nową,
jednoprowadnicową wyrzutnię 9P334 Bóbr
na trójnożnej podstawie
Sensacją, ujawnioną zupełnie
niedawno, są części bojowe działające na zupełnie nowej zasadzie - opracowane
w ośrodku badań jądrowych Arzamas-16 są konwencjonalną wersją źródeł silnego
impulsu elektromagnetycznego, będącego dotąd skutkiem ubocznym (ale bardzo
istotnym z militarnego punktu widzenia) eksplozji atomowych. Impuls jest w
stanie czasowo lub trwale uszkodzić praktycznie wszystkie urządzenia elektroniczne:
systemy celownicze, radiolokacyjne i procesory. W przypadku słabo chronionych
obiektów skuteczność działania takich części bojowych jest dziesięciokrotnie
większa, niż klasycznych, a dla celów osłoniętych np. budowlami fortyfikacyjnymi
różnica jest jeszcze większa. W części bojowej kał. 122 mm bez trudu mieści
się stosunkowo silny generator (w Wysokogórskim Instytucie Geofizyki
opracowano i wypróbowano nawet generatory w pociskach kał. 30 mm!). Może on
służyć także do samoobrony baterii przed bronią precyzyjną - promień „rażenia”
rakiet skrzydlatych wynosi aż 60 m, zamiast 5-6 m dla głowicy odłamkowej z
zapalnikiem zbliżeniowym.
Innym novum, noszącym robocze
oznaczenie Grad-M i znanym narazie
tylko z rysunków, jest zastąpienie dobrze znanych wyrzutni konstrukcją
modułową, złożoną z ramy i dwóch bloków po 20 prowadnic, umieszczanych na ramie
w stanie załadowanym. Bloki te ważą po 1,7 t. wraz z rakietami (puste tylko po
370 kg) i ich montaż za pomocą specjalnego dźwigu zajmuje tylko ok. 5 minut. Po
oddaniu salwy mogą być zdjęte z wyrzutni i zastąpione nowymi lub przeładowane
ręcznie. Ich żywotność jest jednak znacznie mniejsza, niż dotychczas
stosowanych.
Po rozpadzie ZSRR prace nad
modernizacją BM-21 podjęto i w byłych republikach. Na Ukrainie jest podobno
testowana wyrzutnia na podwoziu najnowszego KrAZa, a wersja białoruska BM-21A
została ujawniona w 1997 r. Jej bazą jest trzyosiowa ciężarówka MAZ-6317, na
której wydłużonej ramie mieści się nie tylko blok prowadnic, ale i stelaż z
drugą jednostka ognia, ulokowany między kabiną kierowcy a wyrzutnią. Ma on
najprawdopodobniej hydrauliczny układ przeładowania rakiet, czyli jest
zbliżony do czechosłowackiej wyrzutni RM-70 na Tatrze-815.
|
Przeciwpancerny samonaprowa- dzający się podpocisk dla rakiet ka.
122mm. |
Wszelkie działania
modernizacyjne, a w szczególności oferta produkcji nowych pocisków kał. 122
mm, są uzasadnione ogromną popularnością wyrzutni tego typu. Rosjanie szacują,
że poza granicami ich kraju w prawie 50 armiach jest użytkowanych ponad 5000
wyrzutni BM-21. Były one produkowane na podstawie licencji w Czechosłowacji,
Jugosławii, Rumunii i Egipcie, a bezlicencyjne kopie w Chinach (typ 81), Iraku,
Korei Północnej... Po latach lekceważenia tego rodzaju uzbrojenia prawie 30
krajów produkuje wyrzutnie bardzo zbliżone do radzieckich. Największa jest
różnorodność konstrukcji ChRL -nadal są tam używane wyrzutnie szynowe, podobne
do BM-13 (głównie do odpalania na niewielką odległość pocisków do minowania
narzutowego, szeroko eksportowane są wyrzutnie rurowe kał. 107 mm w kilkunastu
wersjach. Od niedawna Chiny oferują także wyrzutnie niekierowanych rakiet
dużego kalibru. Bardzo podobne do Gradów
wyrzutnie są od 1969 r. produkowane w RFN (LARS), a od 1at 80. w RPA (Valkyri), Włoszech (Firos), Brazylii (Asfros), Izraelu (LAR),
Turcji (T-122), Jugosławii (Ognij, Orkan),
Pakistanie... Najczęściej stosowanym kalibrem jest 127 mm, choć istnieje
tendencja do użycia coraz większych rakiet. Nawet w USA doceniono ostatecznie
użyteczność taktycznych rakiet niekierowanych i w połowie lat 70. przystąpiono
do prac nad systemem MLRS kał. 227 mm o zasięgu 32 km.

![]()