Krewniacy Kurska
Rosyjskie uderzeniowe okręty podwodne
projektów
949/949A
Andrzej kiński
Jednym z najgłośniejszych wydarzeń tego roku,
mających tak wydźwięk techniczny, jak i polityczny, a jednocześnie bardzo
szeroko relacjonowanych przez media, było zatonięcie wraz z całą załogą
rosyjskiego okrętu podwodnego K-141 Kursk. Choć sprawa była niezwykle obszernie
komentowana, stosunkowo niewiele wiarygodnych informacji powiedziano o samym
okręcie, szczegółach jego konstrukcji, uzbrojeniu, wyposażeniu, wreszcie
zadaniach jakie miał realizować. Kwestie te, jak sądzę, są z kolei szczególnie
interesujące dla naszych Czytelników - stąd niniejsza publikacja, powstała po
dość głębokiej analizie dostępnych źródeł informacji, tak rosyjskich, jak i zachodnich,
o okrętach projektu 949 i 949A, do których należał Kursk. Trzeba jednak
wyraźnie stwierdzić, że w wielu punktach były one bardzo fragmentaryczne, a
często wręcz sprzeczne, tak więc nie mogę wykluczyć, że i do niniejszego
materiału wkraść mogły się nieścisłości, wszak dotyczy on jednego z najnowszych
typów jednostek, zawsze otoczonej ścisłą tajemnicą, rosyjskiej floty podwodnej.
Cel! Lotniskowiec!
Przez kilka
powojennych dziesięcioleci, okres który przeszedł do historii jako Zimna Wojna,
zwalczanie nieprzyjacielskich lotniskowców było jednym z głównych zadań
Wojenno-Morskowo Fłota (WMF) ZSRS. Lotniskowce stały się tuż po II wojnie
światowej głównym wyznacznikiem potęgi morskiej państwa, najbardziej
uniwersalną klasą okrętów, zdolną do realizacji bardzo różnorodnych typów
zadań. Lotnictwo pokładowe mogło wykonywać ataki na cele naziemne, w tym
operacje wsparcia desantu, zwalczać jednostki nawodne i podwodne przeciwnika,
zapewniać osłonę własnych zespołów floty przed atakami lotnictwa przeciwnika, a
także dostarczać informacji o sytuacji na morzu i w powietrzu w promieniu
wieluset mil od zespołu bojowego. Posiadanie lotniskowców umożliwiło Stanom
Zjednoczonym prowadzenie połączonych operacji wojskowych w każdym zakątku
świata, a więc także globalnej polityki. Związek Sowiecki, będący mocarstwem
typowo lądowym nie mógł o tym nawet marzyć. Sytuacja ta uległa dalszemu
zaostrzeniu w latach 50., po wprowadzeniu do uzbrojenia samolotów pokładowych
taktycznej broni jądrowej. Teraz lotniskowce, obok ciężkich bombowców, stały
się podstawą strategii Zmasowanego Odwetu, zakładającej szybkie rozstrzygnięcie
konfliktu z ZSRS za pomocą broni jądrowej, zanim jeszcze dojdzie do użycia na
szerszą skalę wojsk lądowych.
Na dodatek
Amerykanie w drugiej połowie lat 50. zaczęli realizować plany stworzenia
atomowej floty, zdolnej do długotrwałych działań w dowolnym zakątku Światowego
Oceanu. Kluczowe znaczenie przywiązywano w nich do atomowych superlotniskowców,
zdolnych do bazowania 100 samolotów. Te właśnie okręty stanowić miały trzon
zespołów uderzeniowych floty, a w ich ramach jednymi z głównych, oprócz
bombowców i znajdujących się wówczas jeszcze w powijakach rakiet bazowania
lądowego i morskiego, strategicznych nosicieli broni jądrowej USA. Własne
lotnictwo myśliwskie mogło zapewnić im niezwykle skuteczną samoobronę, a także
stanowić eskortę nosicieli broni jądrowej w ich misjach bojowych. W skład grupy
bojowej miały wchodzić także atomowe okręty eskortowe, co zapewniałoby
zespołowi floty nieograniczony zasięg i niespotykane prędkości marszowe.
Stępkę pod
pierwszy lotniskowiec atomowy - US S Enterprise - położono w 1958 r., a w
planach była budowa kilku k91ejnych oraz kontynuacja budowy, niewiele im
ustępujących, konwencjonalnych. Na pokładach atomowych kolosów bazować miały
myśliwce F-3H Demon oraz F-4 Phantom II, działające o każdej porze doby i w
każdych warunkach atmosferycznych, uzbrojone w rakiety kierowane Sparrow, a
naprowadzanie ich na cel zapewnić miały samoloty wczesnego ostrzegania E-2A
Hawkeye. Na bliższej rubieży lotniskowców strzegły przeciwlotnicze rakiety
kierowane Talos, Terrier i Tartar okrętów eskorty. Tak zbudowana obrona
powietrzna zapewniała kontrolę przestrzeni powietrznej w promieniu ponad 500 km
od okrętu, a zwalczanie celów w promieniu rzędu 300 km. Czyniło to atak
lotniczy na lotniskowcową grupę uderzeniową czynnością niemal samobójczą.
Zadanie walki z
nowymi okrętami i ich eskortą postanowiono powierzyć przede wszystkim lotnictwu
morskiemu, wyposażonemu od końca lat 50. w odrzutowe bombowce z rakietami
kierowanymi, które zdolne były przedrzeć się przez obronę zespołu, oraz
atomowym okrętom podwodnym - torpedowym (proj. 627 A) i wyposażonym w rakiety
skrzydlate (proj. 675). Te ostatnie miały tę przewagę nad torpedowymi, że mogły
atakować cel odległy o kilkaset kilometrów, jeśli zaś chodzi o lotnictwo,
górowały nad nim zasięgiem, umożliwiającym przeprowadzenie ataku w
bezpośredniej bliskości amerykańskich baz, oraz - początkowo - mniejszą
wrażliwością na oddziaływanie OP przeciwnika.
Pierwszy atomowy
okręt podwodny uzbrojony w rakiety przeciwokrętowe projektu 675 (ozn. zach.
Echo-II) wszedł do służby w 1963 r. Uzbrojony był w osiem 5-tonowych rakiet P-6
(4K88) o zasięgu maksymalnym sięgającym 500 km i prędkości rzędu Mach 1,3,
napędzanych silnikiem turboodrzutowym. Rakieta mogła przenosić głowicę
konwencjonalną o masie 1000 kg lub jądrową. Rakiety odpalane mogły być tylko
gdy jednostka znajdowała się na powierzchni, a informacje o celach uzyskiwano
za pośrednictwem własnych środków rozpoznania radiolokacyjnego (system
Argument), później także morskich samolotów rozpoznawczych Tu-16RC i Tu-95RC
(system Uspiech). Choć zasięg rakiet zapewniał rażenie celów spoza strefy
kontrolowanej przez stacje radiolokacyjne i hydrolokacyjne zespołu, miały one
wiele ograniczeń. Głównym była konieczność ich odpalenia z położenia nawodnego.
Cały cykl przygotowań przedstartowych i faza kontrolowanego lotu pocisku trwać
mogła przy maksymalnej odległości strzelania nawet 40 minut (minimalny czas od
wynurzenia do odpalenia wynosił ok.20 minut), w czasie których okręt musiał
przebywać na powierzchni. W razie alarmowego zanurzenia nosiciela rakieta mogła
przejść na autonomiczny układ naprowadzania, ale wobec braku korekcji na
marszowym odcinku lotu i małego kąta widzenia radaru głowicy samonaprowadzania
pocisku, prawdopodobieństwo wykrycia znacznie spadało. Minimalna odległość od
zwalczanego celu mogła wynosić ok. 100 km, ale biorąc pod uwagę czas
przygotowań przedstartowych, akcja taka zakończyć mogła się tragicznie dla
nosiciela. Sowieccy admirałowie liczyli się więc z poważnymi stratami podczas
ewentualnego konfliktu - stąd szacunek, że pewność zniszczenia zespołu floty
dać może dopiero akcja trzech okrętów, dysponujących łącznie 24 rakietami.
Wychodząc z tego założenia określono także długość serii jednostek proj. 675 -
30 jednostek (ostatecznie powstało ich do 1968 r. 29), a więc mniej więcej po
trzy na każdy lotniskowiec floty US Navy.
Równolegle z
okrętami projektu 675 w rakiety P-6 uzbrojono 16 konwencjonalnych okrętów podwodnych
proj. 651 (ozn. zach. Julliet), które uzupełniały atomowe nosiciele rakiet we
Flotach Północnej i Oceanu Spokojnego, a kilka weszło w skład Floty
Czarnomorskiej z przeznaczeniem do działań na Morzu Śródziemnym, okresowo
wchodziły też w skład Floty Bałtyckiej.
Okręty projektów
675 i 651 były ostatnimi sowieckimi uderzeniowymi okrętami podwodnymi
odpalającymi pociski rakietowe w położeniu nawodnym, dalszy rozwój tego typu
jednostek uznano za niecelowy, ich uzbrojenie szybko się zestarzało wobec zastosowania
u potencjalnego przeciwnika coraz skuteczniejszych lotniczych i rakietowych
systemów przeciwrakietowych. Także duży i powolny samolot, jako podstawa
systemu wskazywania celów kompleksu rozpoznawczo-uderzeniowego, mógł znaleźć
się w strefie kontrolowanej przez myśliwce przechwytujące Phantom II, a potem
Tomcat startujące lotniskowca. Mimo to, w połowie lat 70. zadecydowano o
przezbrojeniu części jednostek projektu 675 i 651 w nowy system rakietowy P-500
Bazalt. Stanowił on kolejny etap rozwoju P-5/P-6, stąd bez większych problemów
można było w niego przezbroić starsze okręty . Bazalt miał znacznie
precyzyjniejszy system samonaprowadzania, integralne systemy zakłócające, a
towarzyszył mu okrętowy system kierowania Argon-K, który dane o celach przyjmować
mógł z rozpoznania satelitarnego (system Kasatka-B). Zwiększyła się też
prędkość lotu rakiety - do Mach 2.0, co skracało okres przebywania nosiciela na
powierzchni. Pierwszy przebudowany okręt projektu 675, oznaczony teraz 675MK
wszedł do służby w 1975 r, w tym też roku P-500 został przyjęty do uzbrojenia.
System Argon umożliwiał jednoczesną kontrolę nad 8 pociskami, tak więc
wszystkie pociski mogły być odpalone w jednej salwie.
Do standardu
675MK przebudowano w latach 1974-80 dziewięć okrętów projektu 675, zaś jeden do
standardu 675MU, kilka - nadal uzbrojonych w kompleks P-6 - otrzymało aparaturę
umożliwiającą transmisję danych z systemu Uspiech, zaś w latach 1981-90 cztery
jednostki (proj. 675MKW) przezbrojono w kompleks P-IOOO Wulkan, analogiczny do Bazalta,
ale cechujący się większym zasięgiem - do 700 km.
Mimo znacznej
przewagi systemu Bazalt nad P-6, jego podstawową wadą pozostał nawodny start,
naraŻający nosiciel na wykrycie i zniszczenie ze względu na niezbędny
kilkunastominutowy okres przebywania na powierzchni, a także limitujący użycie
rakiet tylko do sprzyjających warunków hydrometeorologicznych (stan morza
4-5°). Rozszerzenie rubieży kontrolowanej przez lotnictwo pokładowe sprawiło,
że nawet strzelając na maksymalny zasięg pocisków okręt proj. 675 mógł zostać
zaatakowany z powietrza. Niemniej systemy rakietowe z nawodnym startem
utrzymywane były kilkanaście lat w I linii, mimo wprowadzenia pocisków
rakietowych ze startem podwodnym, ze względu na uzyskiwane przez nie
kilkukrotnie większe zasięgi i dużą skuteczność stosunkowo ciężkich głowic
konwencjonalnych (do wyeliminowania lotniskowca mogły wystarczyć 3 pociski).
Zdeklasowane zostały dopiero w połowie lat 80., po wprowadzeniu okrętów proj.
949/949A wyposażonych w system Granit.
Wstępne prace
nad pociskiem wystrzeliwanym spod wody podjęto w 1958 r., a pierwszych próbnych
odpaleń dokonano w latach 1961-62. System P-70 Ametyst wprowadzono do
uzbrojenia w 1968 r. Sama rakieta miała masę poniżej 4 ton, stosunkowo
niewielki zasięg 80 km (zasięg skuteczny 55-60 km) i uzyskiwała prędkość rzędu
Ma=0.9. Pocisk miał całkowicie autonomiczny układ naprowadzania złożony z
układu inercyjnego do którego przed startem wprowadzano przybliżone dane o
położeniu celu, aktywnej głowicy radiolokacyjnej oraz analogowego komputera.
Okręt lokalizował cel za pomocą urządzeń hydrolokacyjnych i wypracowywał dane
do strzelania, po otrzymaniu informacji na przykład z samolotu rozpoznawczego.
Rakieta wyposażona była w głowicę o masie 500 kg z ładunkiem kumulacyjno-burzącym
lub jądrową.
Nosicielami
Ametysta były atomowe okręty podwodne projektu 670 Skat (ozn. zach. Charlie- I,
II jednostek w latach 1967-73, po 8 wyrzutni) oraz pojedynczy okręt projektu
661 Anczar (ozn. zach. Papa, w służbie od 1969 r., 10 wyrzutni).
Ametyst, jako
pierwszy system tej kategorii w MW ZSRS nie był pozbawiony wad, przede
wszystkim zwracano uwagę na jego mały zasięg, będący znacznym krokiem wstecz
wobec P-6, a także niewielką rozdzielczość pokładowego radaru rakiety , a co za
tym idzie małą zdolność identyfikacji i klasyfikacji celów i podatność na
zakłócenia aktywne oraz długi czas przygotowań przedstartowych. Dlatego druga
seria okrętów projektu 670- 670M (Skat-M) miała otrzymać nowe pociski
rakietowe. Już w 1963 r. rozpoczęto prace nad nowym pociskiem - P-120 Malachit.
Miał się on charakteryzować większym zasięgiem, bardziej precyzyjnym układem
kierowania opartym na technice cyfrowej oraz możliwością startu z wynurzonego
okrętu. Pociski miały zasięg 120 km jeśli leciały z prędkością okołodźwiękową i
ok.60- 70 km przy maksymalnej prędkości lotu wynoszącej Ma=I,2. Pocisk w
pierwszej fazie lotu kierowany był systemem inercyjnym, w odległości ok.20 km
od celu włączał się kombinowany układ samonaprowadzania pocisku składający się
z radiolokatora i czujników termicznych.
Malachita
opracowywano w wersjach dla okrętów nawodnych i podwodnych. Pierwsze próby
pocisku przeprowadzono na jesieni 1968 r., a w 1972 r. wprowadzono do
uzbrojenia jego wariant dla okrętów nawodnych, wariant dla OP spełnił wszystkie
wymagania dopiero w 1977 r. i wtedy oficjalnie przyjęto go do uzbrojenia
okrętów proj. 670M. Budowę ich rozpoczęto w 1971 r., a do 1982 r. zbudowano 6
okrętów.
W drugiej
połowie lat 70. doszło do poważnego wzmocnienia ochrony amerykańskich lotniskowcowych
grup uderzeniowych - do służby weszły niszczyciele typu Spruance, których
jednym z głównych zadań było zwalczanie okrętów podwodnych wroga. Włączono
także do osłony "myśliwskie" atomowe okręty podwodne typu Los
Angeles, których jednym z głównych zadań było zwalczanie
"sześćsetsiedemdziesiątek". Cały ten kompleks przedsięwzięć stawiał
pod znakiem zapytania skuteczność działania okrętów uzbrojonych w Ametysty i
Malachity . Rubież ich odpalenia była zbliżona do zasięgu systemów hydrolokacyjnych
Spruance ' ów, a śmigłowce systemu LAMPS mogły je zniszczyć za pomocą
kierowanych torped. Konieczne były nowe okręty i nowe rakiety.
Granit i Antiej
Skokowy rozwój
zachodnich środków zwalczania okrętów podwodnych, zapoczątkowany w latach 60. i
kontynuowany w 70. spowodował że działania jednostek atomowych projektów 670 i
670M z rakietami startującymi spod wody o zasięgu taktycznym stały się bardzo
problematyczne. Jednym z kroków zaradczych była, wzmiankowana już modernizacja
starych jednostek z rakietami o starcie nawodnym do standardu 675MU/MK i
675MKW, po której paradoksalnie stały się one bardziej skuteczne niż, znacznie
w końcu nowocześniejsze, jednostki 670 i 670M. Było to jednak rozwiązanie tylko
tymczasowe i nieefektywne w realiach ewentualnej wojny i planowanego
wprowadzenia do uzbrojenia amerykańskich lotniskowców myśliwców F-I11
(ostatecznie F-14) wyposażonych w system radiolokacyjny A WG-9 i uzbrojonych w
system rakietowy dalekiego zasięgu Phoenix, zdolnych do wykrywania (niezależnie
od wysokości lotu) i niszczenia, nie tylko samolotów, ale i pocisków
przeciwokrętowych. Konieczne było posiadanie okrętów, których system uzbrojenia
łączyłby najlepsze cechy obu dotychczasowych gałęzi rozwojowych, a więc duży
zasięg ze skrytością podwodnego startu. Dodatkowo nowy pocisk musiał cechować
się większą prędkością, aby do minimum zmniejszyć możliwości reakcji systemu
przeciwrakietowego przeciwnika, przy zachowaniu autonomiczności układu
naprowadzania. Opracowano też nową koncepcję zastosowania uderzeniowych okrętów
podwodnych (ten termin pojawił się w ZSRS na początku lat 70.), zakładającą
użycie okrętu tylko jako platformy do przenoszenia i odpalania maksymalnej
ilości pocisków, a nie jako środka wykrywania celów i naprowadzania rakiet.
Obserwacja i naprowadzanie miały być realizowane nowymi, przede wszystkim
kosmicznymi środkami i być wspólne dla kilku systemów uzbrojenia
przeciwokrętowego dalekiego zasięgu, bazujących tak na okrętach podwodnych, jak
i nawodnych. Miano się oprzeć na wypróbowanej wcześniej na pociskach P-6 i
Bazalt koncepcji kompleksu rozpoznawczo-uderzeniowego, ale w znacznie bardziej
rozbudowanej skali.
Pierwsze prace
nad nowym pociskiem o zasięgu operacyjnym, oznaczonym Granit
oraz jego nosicielami rozpoczęto odpowiednio w OKB-52 Czełomieja oraz CKB M T
Rubin i CKB Lazurit jeszcze w 1967 r. Wymagania taktyczno-techniczne dla nich
zostały oficjalnie sprecyzowane w 1969 r. Nowy pocisk wychodził z układu
Bazalta i, podobnie jak on, miał stanowić uzbrojenie jednostek nawodnych i
podwodnych. W przypadku tych ostatnich miał być odpalany, tak spod wody, jak i
w położeniu nawodnym. Zasięg pocisku miał być podobny do Bazalta - około 550
km, podobna miała być też prędkość maksymalna na dużej wysokości. Nowością miał
być autonomiczny układ samonaprowadzania pocisku, nie wymagający wprowadzania
jakichkolwiek korekt po odpaleniu (zasada "odpal i zapomnij). W pierwszej
fazie lotu pociskiem kierował system inercyjny z okresowo włączanym
radiowysokościomierzem, według koordynat wprowadzonych do komputera przez systemy
nosiciela, potem kierowanie przejmował kombinowany aktywno-pasywny układ
radiolokacyjnego samonaprowadzania, wysoce odporny na zakłócenia,
prawdopodobnie uzupełniała go termiczna głowica samonaprowadzająca. Sercem
układu naprowadzania był trzyprocesorowy komputer cyfrowy. Zachowano
zastosowaną w Bazalcie zasadę współdziałania pocisków salwy liczącej do 8
rakiet (inne źródła mówią, że taka salwa mogła liczyć nawet 24 rakiety), w
której jedna leciała inną trajektorią (na dużej wysokości, pozostałe tuż nad
falami), prowadząc poszukiwanie celów. Po ich wykryciu i sklasyfikowaniu,
rakieta-dowódca przesyłała informację kodowanym łączem radiowym o ich
koordynatach i dokonywała rozdziału zwalczanych celów (klasyfikacja na
podstawie analizy obrazu radiolokacyjnego i emisji elektromagnetycznej, łącznie
ze zsyntetyzowaniem sylwetki celu i porównaniem ze znajdującymi się w banku
pamięci) do lecących, nadal z zachowaniem reżimu ciszy radiowej, pozostałych
pocisków. W wypadku zniszczenia rakiety-dowódcy, jej miejsce zajmowała kolejna
rakieta salwy. Taki tryb ataku jest najbardziej racjonalny, gdy informacje o
celu nie są dokładne lub ostatnio uaktualniane były stosunkowo dawno.
Oczywiście, możliwy jest też lot całej grupy pocisków na małej wysokości i
włączenie aktywnych USN dopiero na ostatnim odcinku lotu - taki wariant
wykorzystuje się gdy koordynaty i parametry ruchu celu są bardzo dokładne.
Profil lotu mógł być zmienny (wysoki - niski) i bardzo elastyczny (zmienny
podczas ataku), dostosowanany do sytuacji i odległości od celu. W fazie ataku
trajektoria lotu każdej rakiety mogła być inna. Możliwe jest wykonywanie
różnorodnych manewrów obronnych, mylenie głowic przeciwrakiet za pomocą
pokładowej aparatury WRE. Sama rakieta ma także - podobnie jak Bazalt -
opancerzenie zmniejszające jej wrażliwość na uszkodzenia bojowe.
Pocisk 3M-45 Granit napędzany jest silnikiem turboodrzutowym KR-93 z
centralnym wlotem powietrza, silnik startowy na stały materiał Pędny znajduje
się w dyszy silnika marszowego. Wlot powietrza do silnika zakryty jest w czasie
startu osłoną odpadającą po wyjściu rakiety z wody. W przeciwieństwie do
pocisków rodziny P-5/P-6/P-500, które miały skrzydła skośne, posiada skrzydła w
układzie delta. Głowica bojowa może być konwencjonalna (kumulacyjno-burząca,
paliwowo-powietrzna) o masie 750 kg lub jądrowa o sile 500 kT. Zasięg
maksymalny wynosi 550 km, maksymalna prędkość lotu na dużej wysokości sięga
Ma=2,5, przelotowa i maksymalna na małej wysokości wynosi ok.Ma=1,7. Minimalna
odległość od celu wynosi 20 km. Odpalenie rakiet mogło nastąpić na głębokości
maks. rzędu 30-50 metrów.
Zadania
postawione przed konstruktorami rakiety i układu naprowadzania zostały
spełnione, niemniej okupione zostało to dużym kosztem. Sama rakieta, choć
gabarytowo podobna do Bazalta, ważyła o dwie tony więcej. Przy 24 rakietach
zabieranych przez okręt daje to około 170 ton - ma to konsekwencje w
konstrukcji nosiciela. Także cena pocisku zbliżała się do tej, jaką trzeba było
zapłacić za samolot myśliwski, ale wówczas w ZSRS nikt w takiej sytuacji nie
patrzył na pieniądze. Za to, w połączeniu z ostatecznie dopracowanym systemem
kosmicznego wskazywania celów, uzyskano niezwykle skuteczny system uzbrojenia.
Pierwsze próby
rakiet w locie przeprowadzono w listopadzie 1975 r., próby państwowe rozpoczęto
w 1979 r., ale ostatecznie przyjęto go do uzbrojenia dopiero w sierpniu 1983
r., choć na okrętach - krążowniku Kirow (proj. 1144) oraz K-525 (proj. 949) - Granit pojawił się w roku 1980.
Jak już
wspomniałem koordynaty celów i parametry ich ruchu są wprowadzane do komputera
pocisku z okrętowego systemu kierowania strzelaniem rakietowym. Z kolei
nosiciel informacje o celach mógł zdobyć w trojaki sposób. Pierwsza,
najprostsza metoda, to wykrycie celu za pomocą pokładowego kompleksu hydrolokacyjnego,
który odpowiadał swą konfiguracją zastosowanej na wielozadaniowych okrętach
podwodnych III generacji (proj. 945,971). Zasięg wykrycia dużego celu nawodnego
mógł przekroczyć nawet 300 km, ale zależał w dużym stopniu od hydrologii
akwenu, parametrów ruchu okrętu podwodnego itp. Druga metoda to wykorzystanie
danych z wypróbowanego, lotniczego systemu rozpoznawczego Uspiech-U, ale ten
był z roku na rok coraz bardziej narażony na przeciwdziałanie ze strony
lotnictwa przeciwnika i zakłócenia. Odbiór danych mógł w tym przypadku, a także
pozyskiwania danych z systemu satelitarnego, nastąpić także gdy okręt znajdował
się w zanurzeniu - na głębokości peryskopowej poprzez podnoszone anteny lub na
głębokości 50-100 metrów (także pod lodem), za pomocą anten holowanych Zubatka.
Trzecia i zasadnicza możliwość to pozyskanie informacji z morskiego,
kosmicznego systemu rozpoznania i wskazywania celów (morskaja kosmiczieskaja
sistiema razwiedki i cielieukazanija- MKRC-l) Liegienda. Koncepcja takiego
systemu powstała już na przełomie lat 50. i 60., gdy jasne stało się, że tylko
system satelitarny jest w stanie zapewnić pozahoryzontalne wskazywanie celów
dla rakiet przeciwokrętowych o zasięgu operacyjnym, pokryć jednocześnie cały
akwen Światowego Oceanu i działać niezależnie od warunków atmosferycznych i
pogodowych. Prace nad takim systemem rozpoczęto na mocy decyzji rządu z marca
1961 r. w OKB-52 (W.N. Cziełomiej) i KB-1 (A.A. Raspletin). W 1969 r., gdy
prace wyszły ze stadium koncepcyjnego, dokumentację konstrukcyjną przekazano do
KB Arsenał, które podjęło się także zadania dalszego unowocześniania systemu.
W skład systemu
wchodzić miały satelity rozpoznania radiolokacyjnego i radiotechnicznego,
zabezpieczające obserwację powierzchni morza, posiadające precyzyjne układy orientacji
przestrzennej oraz wydajne źródła energii; prosty, niezbyt kosztowny i
bezawaryjny system wynoszenia satelitów obu typów na orbitę; system radiowego
kierowania satelitami, pozwalający na określenie położenia ich orbit oraz ich
prognozowania, a także przekazywania wszelkich komend; naziemnego systemu
odbioru i przetwarzania informacji, a także system okrętowego odbioru
informacji w czasie rzeczywistym, nie wymagający skierowania zapytania do
satelity (nadawać miały one w systemie "wykrywam-przekazuje), jej obróbki
i wprowadzania koordynat do kompleksu rakietowego.
Zasadniczą rolę
w systemie odgrywają satelity. Podstawowy ich typ, oznaczony 17F16, wchodzący w
skład podsystemu rozpoznania 17Kl14, służył do rozpoznania radiolokacyjnego,
dysponuje w tym celu dwoma radarami obserwacji bocznej. Ze względu na niską
orbitę (280 km, nachylenie 65 0) i wysoki pobór energii elektrycznej satelita
został wyposażony w jądrowy zespół energetyczny. Masa satelity wynosiła 4300
kg, a do jego wynoszenia służyła rakieta nośna Ciklon-2.
Drugi typ
satelity służył do rozpoznania radiotechnicznego wszelkich morskich źródeł fal
elektromagnetycznych. Źródłem energii dla systemów rozpoznania i transmisji
danych były baterie słoneczne. Masa satelity wynosiła 3300 kg, wysokość orbity
420 km, nachylenie orbity 65 0. Nosicielem obiektu także była rakieta Ciklon-2.
Pierwsze próby w
locie satelity 17F16 rozpoczęto 27 grudnia 1973 r., wraz z wystrzeleniem
satelity Kosmos-626, zaś satelity rozpoznania radiotechnicznego Kosmos699,
prawie dokładnie po roku - 24 grudnia 1974 r. Satelity rozpoznania
radiolokacyjnego przyjęto do uzbrojenia w 1975 r., a cały system MKRC-l
Liegienda w 1978 r. System był systematycznie modyfikowany, głównie poprzez
zastosowaniu nowej bazy elementowej (układów scalonych zamiast mikromodułów)
oraz prace związane ze zwiększeniem długotrwałości pracy na orbicie (zwiększono
ją od 5 do 10 razy), jak również bezpieczeństwa eksploatacji jądrowych źródeł
energii (system wynoszący zużyty moduł napędowy na wyższą orbitę). Szczegóły do
dziś objęte są tajemnicą, wiadomo jednak, że 27 lutego 1986 r. (Kosmos-l735)
wystrzelono po raz pierwszy nowy typ satelity rozpoznania radiotechnicznego, a
12 grudnia 1987 r. (Kosmos-1900) satelity rozpoznania radiolokacyjnego.
W ramach
Liegiendy wprowadzono na orbitę ponad 70 satelitów kilku modyfikacji.
Jeśli chodzi o
nosiciel rakiet pierwsze studia CKB Lazurit, współpracującego ze śródlądową
stocznią Krasnoje Sormowo w Gorki, przewidywały zmodyfikowanie do przenoszenia Granitów jednostki proj. 670M. W 1968 r. skierowano się
jednak ku koncepcji nowej, większej jednostki, przenoszącej 16-20 rakiet i
uzbrojonej dodatkowo w 4 wt 533 mm. Prędkość wynosić miała 30 węzłów, głębokość
zanurzenia 400 m, a wyposażenie miało składać się min. z kompleksu
hydrolokacyjnego Skat-M oraz systemu odbioru informacji satelitarnej Kasatka-B.
Po rozpatrzeniu siedmiu wariantów projektu wstępnego okazało się jednak, że
okręt musiałby mieć wyporność znacznie przekraczającą możliwości transportu
rzecznego, niezbędnego w przypadku budowy okrętów w Gorki, i całość
dokumentacji przekazano leningradzkiemu CKB M T Rubin, w którym wcześniej
zaprojektowano min. okręty projektu 675. W grudniu 1969 r. wydane zostały ostateczne
założenia taktyczno-techniczne i projektowanie okrętu ruszyło pełną parą.
Budowa okrętów została usankcjonowana w dwóch kolejnych, 10-letnich programach
wojennego budownictwa okrętowego na lat 70. i 80., przyjętych uchwałami KC KPZS
i RM ZSRS odpowiednio 1 września 1969 r. i 26 marca 1980 r. Głównym jego
konstruktorem został P.P. Pustyncew, a po jego śmierci w 1977 r. te obowiązki
przejął I.L. Baranow. Jednostce przydzielono numer projektu 949 i tożsamy z
systemem rakietowym kryptonim - Granit.
W konstrukcji
okrętu przyjęto wzmiankowaną już koncepcję pływającej baterii, poza systemem
hydrolokacyjnym i standardowym radarem, na okręcie nie przewidywano innych
środków wykrywania celów. Za to rozbudowano środki łączności, umożliwiające
także odbiór informacji z lotniczych i kosmicznych systemów rozpoznawczych oraz
urządzenia nawigacyjne i przetwarzania danych. Układ konstrukcyjny, wyraźnie
inspirowany najszybszym okrętem podwodnym świata, a jednocześnie nosicielem
rakiet manewrujących Ametyst- proj. 661 Anczar (ozn. zach. Papa)
podporządkowano rozmieszczeniu uzbrojenia rakietowego. Najlepszym okazało się
rozwiązanie ulokowania wyrzutni rakiet na zewnątrz kadłuba sztywnego,
nachylonych pod kątem 40 0, aby nie zwiększać zbytnio wysokości kadłuba.
Rozmiary samych wyrzutni i chęć zastosowania standardowych sekcji kadłuba oraz
urządzeń napędowych, zunifikowanych dla budowanych w Stoczni nr 402 w
Siewierodwińsku atomowych okrętów podwodnych III generacji, sprawiły, że okręt
stał się bardzo szeroki - 18,2 metra, a więc szerszy od amerykańskich nosicieli
rakiet balistycznych typu Ohio i niewiele szerszy od ciężkich krążowników
podwodnych typu Akuła (proj. 941). Przestrzeń pomiędzy kadłubem sztywnym a
lekkim w rejonie baterii rakietowej sięga 4 metrów po każdej stronie!
Konieczność zapewnienia potężnemu okrętowi prędkości podwodnej większej niż ta,
z którą porusza się zespół uderzeniowy, wymogła zastosowanie układu napędowego
z dwoma reaktorami i dwoma turbinami o mocy niemall00 000 KM. Chęć zapewnienia
jak największej odporności na uszkodzenia spowodowała, że wszystkie zasadnicze
elementy układu napędowego rozlokowano w czterech odrębnych przedziałach. W
zasadniczy sposób wpłynęło to na długość okrętu. Stąd imponujące są rozmiary
jednostki, porównywalne tylko z okrętami przenoszącymi rakiety balistyczne.
Wyporność podwodna osiągnęła ponad 22500 ton (proj. 949).
W planach
znajdowała się budowa 20 okrętów typu Granit.
Przewidywano, że w czasie pokoju każdemu amerykańskiemu lotniskowcowi floty (a
miało ich być w linii ok.10) towarzyszyć będzie jeden okręt podwodny z
rakietami manewrującymi nowego typu. Reszta jednostek przebywać miała w bazach,
na remontach etc. W przypadku rozpoczęcia działań wojennych siły miały zostać
podwojone.
Stępkę pod
pierwszą jednostkę - atomowy krążownik rakietowy 1 rangi (a więc klasyfikowany
tak samo jak okręty podwodne z rakietami balistycznymi rodziny proj. 667)
K-525, położono w 1978 r. w jednej z hal siewierodwińskiej stoczni nr 402.
Został on przejęty 30 grudnia 1980 r. i wszedł - po cyklu prób - do służby we
Flocie Północnej 2 października 1981 r.
Według projektu
949/Granit (ozn. zach. Oscar I) zbudowano tylko dwa okręty, prototypowy K-525 i
K-206, który do służby wszedł w 1983 r. Obie jednostki łatwo od siebie
odróżnić, K-525 posiada węższy statecznik ze sterem kierunku, zaś K-206 na
szczycie szerokiej płetwy steru kierunku posiada prowadnicę anteny
infradźwiękowego sonaru linearnego, której brak na prototypie. Oba okręty
weszły w skład Floty Północnej.
Doświadczenia
ich eksploatacji sprawiły, że do pierwotnego projektu wniesiono modyfikacje i
kolejne okręty budowano według projektu 949A (ozn. zach. Oscar-II), oznaczonego
kryptonimem Antiej. Po kilkuletniej przerwie, w 1987 r. wcielono do służby
pierwszy okręt zmodyfikowanego projektu - K-148. Z zewnątrz najbardziej
rzucającą się w oczy zmianą jest zwiększenie długości kadłuba jednostki o 11 m,
za kioskiem, a co za tym idzie także wyporności o ok.1500 ton. Przyczyna tych
zmian nie jest jasna, niektórzy eksperci wiązali to z modyfikacją układu
napędowego, inni z ewentualnym przystosowaniem do potencjalnego przezbrojenia w
rakiety manewrujące 3M-25 systemu Meteorit-M. Oficjalne źródła rosyjskie mówią
o wzbogaceniu wyposażenia elektronicznego jednostki i racjonalizacji podziału
wnętrza, a także podjęcie kolejnych kroków w zakresie wyciszenia mechanizmów
okrętowych. Nie można jednak rzeczywiście wykluczyć ewentualności chęci
zastosowania na okrętach projektu 949A, nowego, nie ujawnionego dotychczas
systemu rakietowego, jednak nie tłumaczyłoby to zwiększenia wymiarów jednostki,
w każdym razie konfiguracja strefy wyrzutni i układ pokryw po bokach kiosku
jest taki sam na obu modyfikacjach.
Budowa okrętów
proj. 949A była, mimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej, kontynuowana.
Mniej więcej co rok do służby wchodził jeden okręt, do opóźnień doszło dopiero
w drugiej połowie lat 90. Niemal wykończony K-329 wciąż znajduje się w stoczni.
Niemniej ostatnie informacje mówią, że ma on szanse wejść w skład floty na
przełomie 2000/2001 r. Z pewnością utrata Kurska spowoduje zintensyfikowanie
prac.
Autor pragnie podziękować Panom Jackowi Krzewińskiemu,
Tomaszowi Grotnikowi oraz Władimirowi Zabłockiemu za nieocenioną pomoc
udzieloną podczas przygotowania niniejszego artykułu.
Obszerny materiał dotyczący katastrofy Kurska, a także
katastrof i awarii innych sowieckich i rosyjskich atomowych okręt6w podwodnych,
zostanie opublikowany w dwumiesięczniku Morza, Statki i Okręty nr 5/2000, kl6ry
do sprzedaży trafi w drugiej połowie października.