Okrętowe, przeciwlotnicze kompleksy

rakietowe Rosił Cz.I

Tomasz Szulc

 

Już na przełomie lat 40. i 50. konieczność wprowadzenia rakietowych pocisków przeciwlotniczych do uzbrojenia okrętów wojen­nych stała się sprawą oczywistą. Z jednej strony przebieg II wojny światowej na morzu wykazał do­bitnie, że najgroźniejszym przeciwnikiem okrętów stały się samoloty, z drugiej strony - także w czasie wojny - pojawiły się pierwsze kierowane pociski przeciwlotnicze, które stwarzały nadzieje na znacz­nie efektywniejsze zwalczanie samolotów, niż przy pomocy klasycznej artylerii.

Pierwsze rakiety przeciwlotnicze zainstalowano na pokładach brytyjskich okrętów wojennych już w 1941 r. Były to niekierowane pociski UP-2,3 i 5 kał. od 50,8 do 127 mm, odpalane salwami w kie­runku celów powietrznych. Kolejne pokolenie okrę­towych rakiet przeciwlotniczych miały stanowić po­ciski kierowane. Palmę pierwszeństwa w tej klasie uzbrojenia dzierży amerykański Little Joe, skonstru­owany na początku 1945 r. z myślą o zwalczaniu ja­pońskich samolotów samobójczych. Pocisk ważył 544 kg i miał zasięg 4 km. Do zakończenia działań wojennych na Pacyfiku wyprodukowano jedynie 15 takich pocisków, ale ostatecznie nie przeprowadzo­no pełnego cyklu prób i nie użyto ich bojowo. Pod koniec 1945 r. w USA rozpoczęto prace nad poci­skiem SAM-N-2 Lark o zasięgu 16 km i w 1949 r. wyprodukowano partię pocisków tego typu. Rów­nież w 1945 r. na Uniwersytecie Hopkinsa zainicjo­wano program Bumblebee, który zaowocował po­wstaniem pocisków Terrier (produkowanych od 1953 r.), Talos (1960) i Tartar (1961).

Tymczasem obrona przeciwlotnicza nie była sil­ną stroną ówczesnego potencjalnego przeciwnika US Navy, czyli okrętów radzieckich. Po wojnie w ZSRR pospiesznie próbowano dostosować plany rozwoju sił zbrojnych do nowej, mocarstwowej po­zycji kraju. Projektowano duże okręty nawodne, ale nadal wyposażone w klasyczną artylerię przeciwlot­niczą, choć kierowaną za pomocą radarów.

Dopiero 13 sierpnia 1955 r. zapadła decyzja Ra­dy Ministrów (RM) ZSRR o zleceniu leningradzkiemu NII-49 Ministerstwa Przemysłu Średniego ko­ordynacji prac nad rakietowymi, przeciwlotniczymi kompleksami okrętowymi, pomimo że prace nad analogicznymi systemami lądowymi prowadzono intensywnie już od 1945 r. Wcześniej, bo 30 gru­dnia 1954 r. wydano ogólniejsze postanowienie o rozpoczęciu procesu uzbrajania okrętów w poci­ski rakietowe. W odróżnieniu od USA, w ZSRR nie było znaczących zespołów badawczych, których prace nad rakietami były ściśle powiązane z zapo­trzebowaniem i specyfiką floty. Dlatego, dla przy­spieszenia prac, postanowiono początkowo zainsta­lować na okrętach kompleksy opracowywane dla lądowej obrony plot. Wybór padł na najnowszy wówczas pocisk W-750 lądowego systemu S-75 Dźwina. Wprawdzie prace nad nim dopiero się roz­poczynały, ale rokowały (jak się z czasem okazało - słusznie) wielkie nadzieje. Niektórzy wyrażają pogląd, że dostosowywanie do zastosowań mor­skich rakiet lądowych było błędem i należało, wzo­rem USA, skonstruować specjalne przeciwlotnicze pociski okrętowe. Na pewno można by umieścić je na okrętach w większej liczbie, a ich systemy na­prowadzania lepiej pasowałyby do innej aparatury okrętowej (geometria anten i dopasowanie często­tliwości). Z drugiej strony ZSRR prawdopodobnie nie było wtedy stać na równoległe prowadzenie prac nad przeciwlotniczymi systemami lądowymi i mor­skimi, a może po prostu w odpowiednim czasie nie pojawił się zespół, gotowy podjąć się tego zadania?

Wyrzutnia SM-64 – pierwsza radziecka okrętowa wyrzutnia pocisków przeciwlotniczych

Pocisk W-750 i inne komponenty systemu były na tyle duże (długość rakiety ponad 10 m), że od po­czątku jako nosiciele kompleksu wchodziły w ra­chubę jedynie okręty wielkości krążownika. Wybo­ru w tej klasie nie było - po wojnie budowano jedynie krążowniki proj. 68K i bis, wywodzące się z opracowanych jeszcze w końcu lat 30. okrętów proj. 68. Pierwsze jednostki (68K), to dokończone po wojnie okręty, których stępki położono w latach 1939-40. Decyzją RM nr 1502-840 z 13 sierpnia 1955 r. zlecono zespołowi K. Troszkowa z CKB-16 opracowanie zmodyfikowanego projektu 70, zgodnie z którym część z krążowników miała zostać ukończona, bądź przebudowana: wszystkie cztery wieże artyleryjskie głównego kalibru miały być za­stąpione 4-6 dwuprowadnicowymi wyrzutniami po­cisków plot., uzupełnionymi o dwa radiolokatory naprowadzania i tworzącymi kompleks M-2 Wołchow-M. Jako pierwszy miał być zgodnie z tym pro­jektem przebudowany krążownik proj. 68bis Admi­rał Nachimow. Projekt kilkakrotnie korygowano, wyraźnie pod wpływem informacji napływających z USA. Ostatecznie, w udoskonalonym proj. 71, wyrzutnie rakiet miano zainstalować tylko na pokła­dzie rufowym, zachowując dziobowe wieże kalibru głównego. Program został jednak anulowany w sierpniu 1957 r. i postanowiono, w celach do­świadczalnych, przebudować tylko jeden krążownik według proj. 70E. Do tego celu wytypowano Dzierżynskiego (w linii od 1952 r.), który miał otrzymać jedną wyrzutnię rakiet na pokładzie rufowym. Oka­zało się jednak, że samo usunięcie jednej z wież nie wystarczy, gdyż rakiety nie mieściły się w istnieją­cych komorach amunicyjnych. Trzeba było „pogłę­bić” te ostatnie o trzy pokłady i jeszcze dobudować nadbudówkę o wysokości 3,3 m. Wewnątrz znala­zły się dwa bębnowe podajniki z 4 pociskami każ­dy (dwa dodatkowe umieszczono na stelażach, z których mogły być dość łatwo przeniesione na po­dajniki), nad którymi zainstalowano stabilizowaną w dwóch płaszczyznach wyrzutnię SM-64, opraco­waną przez Morskie Artyleryjskie CKB (CKB-34, nazwane później KBSM) pod kierunkiem Je. Rudiaka. Firma ta miała spore doświadczenie w zakresie konstruowania okrętowych stanowisk artyleryjskich i korzystała niewątpliwie z informacji na temat funkcjonujących już podobnych konstrukcji amery­kańskich. Za wyrzutnią, w miejsce dalmierza arty­leryjskiego i zapasowego stanowiska dowodzenia, ulokowano blok anten układu śledzenia i naprowa­dzania rakiet. Najprawdopodobniej początkowo miał to być bardziej perspektywiczny system Kor­wet, ale poważne trudności, jakie napotkało NII-49 w „nazalizacji” urządzeń lądowych, spowodowały, że zainstalowano prostszy system Siewan z antena­mi identycznymi jak SNR S-75. Rolę radiolokatora wstępnego wykrywania pełnił okrętowy radar Kak­tus, testowany właśnie na Dzierżynskim, uzupełnio­ny o umieszczony na śródokręciu, za przednim ko­minem (lokalizacja istotnie ograniczająca pole obserwacji), wysokościomierz Razliw, czyli morską wersję PRW-8, opracowaną przez biuro konstruk­cyjne fabryki nr 192. System naprowadzania i kie­rowania kompleksu opracował zespół S. Zajcewa z NII-49 we współpracy z MNII-1, CNII-173 i CKB-51. Mimo usunięcia wieży nr 3, zmniejsze­nia zapasu amunicji 152 mm, demontażu 8 stano­wisk plot. W-11 kał. 37 mm, wyrzutni torpedowych i innego wyposażenia, wyporność okrętu po moder­nizacji wzrosła o 500 ton.

Rozmieszczenie pocisków w W-753 w magazynie okrętu proj. 70E

Decyzja o wykorzystaniu „lądowych” pocisków znacząco przyspieszyła prace nad kompleksem, ale była przyczyną dodatkowych kłopotów. Najwięcej przysporzyło ciekłe paliwo drugiego stopnia rakie­ty. Pierwotnie przewidywano tankowanie nim po­cisków pod pokładem, potem - jako prostsze - tan­kowanie bezpośrednio na wyrzutni (co musiało znacząco zmniejszyć szybkostrzelność), a wreszcie dopuszczono zastąpienie instalacji zautomatyzowa­nej tankowaniem „ręcznym", tzn. prowadzonym pod pokładem z udziałem obsługi. Ostatecznie in­stalację do szybkiego uzupełniania paliwa w trak­cie podawania rakiety z magazynu na wyrzutnię skonstruował zespół Ł. Ejchgorana z CKB-16. Do­celowo przewidziano ampulizację paliwa dla dru­giego stopnia rakiety, czyli umieszczanie go w zbiornikach pocisku w hermetycznych pojemni­kach, co pozwalało na długotrwałe ich przechowy­wanie. Ostatecznie zdecydowano się na przechowy­wanie pod pokładem pocisków zatankowanych tylko paliwem, utleniacz był podawany bezpośre­dnio przed odpaleniem. Drobnym zmianom kon­strukcyjnym poddano i same pociski - przede wszy­stkim dlatego, że zamiast leżeć na szynowej prowadnicy miały być podwieszane pod belką wyrzutni (specjalne zaczepy znalazły się na wzmoc­nionym kadłubie silnika startowego). W okrętowej wersji pociski otrzymały oznaczenie W-753 (lub 13DM). Testowano też podobno morską odmianę rakiety W-760 z jądrową głowicą bojową.

Przebudowę okrętu przeprowadzono w latach 1957-58 w Siewmorzawodie w Sewastopolu, okręt wszedł do służby w 1959 r., ale testy jego rakieto­wego uzbrojenia prowadzono niezbyt intensywnie. Pierwsza seria prób objęła 6 odpaleń, a próby pań­stwowe trwały z przerwami od kwietnia do lipca 1959 r. Już pierwsze próby były udane - pierwszym pociskiem zniszczono bezpilotowy samolot-cel Ił-28. W 1961 r. okręt został przekwalifikowany w szkolny, a rok później oficjalnie wszedł do linii. Ostatnia kompleksowa kontrola uzbrojenia miała miejsce w 1980 r. (wynik niedostateczny), po czym okręt zakonserwowano. Rozbrojenie jednostki i jej skreślenie z listy floty nastąpiło dopiero 12 paź­dziernika 1988 r.

Przyczyna tak mało efektownej służby Dzieriynskiego była prosta - uznano, że kompleks M-2 nie spełnia po­stawionych wymagań i przyjęto go do uzbrojenia w 1962 r. tyl­ko jako eksperymentalny. I rze­czywiście: obsługa rakiet, a szczególnie ich tankowanie utleniaczem, była trudna i pra­cochłonna. System był jednokanałowy, a szybkostrzelność stanowczo niezadowalająca. Je­dynie przy odpalaniu dwóch po­cisków przeciw jednemu celowi interwał wynosił 5 sekund. Tak­że zapas pocisków na pokładzie był zbyt mały, a ich załadunek do bębnowych podajników, na­wet w dobrze wyposażonej ba­zie, nie należał do łatwych.

Głównie z tych powodów nie zbudowano nawet prototypu udoskonalonej wersji M-2bis z wyrzutniami SM-80 i specjal­nie skonstruowanymi radarami naprowadzania Friegat. Wiele wskazuje na to, że ich układ anten miał być podob­ny do wybranego dla lądowego S-125, dla ułatwie­nia naprowadzania pocisków na cele niskolecące. Dopuszczano możliwość użycia nieznacznie zmo­dernizowanych wyrzutni SM-64-1 i systemu napro­wadzania Korwiet-M. Nie zrealizowano także projektu budowy potężnego, dwuantenowego, trój-współrzędnego radaru wykrywania celów Tajfun. Kompleks w tej postaci (z czterema wyrzutniami, dwiema stacjami naprowadzania i jednym radiolo-katorem wykrywania) miał być zainstalowany na krążownikach proj. 64, traktowano go także jako re­zerwowy dla innych okrętów w przypadku niepo­wodzenia prac nad nowszym systemem M-3.

Prace nad Wołhowem-M nie poszły jednak na marne - posłużyły jako baza dla opracowania ko­lejnego kompleksu okrętowego M-3. Informacje na jego temat są ciągle dość skąpe i sporo w nich przy­puszczeń. Należy sądzić, że już na wstępnym sta­dium prac nad M-2 uznano, że pierwsze pokolenie lądowych pocisków plot, nie bardzo nadaje się do zastosowania na okrętach. Dlatego już 20 września 1955 r. postanowiono, że OKB-2 kierowane przez P. Gruszina ma rozpocząć prace nad pociskiem W-800, optymalizowanym dla zastosowań okręto­wych. Miał on mieć równocześnie osiągi wyższe niż W-750. Niewątpliwie wybierając jego konfigurację wzorowano się na rozwiązaniach zagranicznych, szczególnie na brytyjskich - również okrętowych Seaslugach. Prace nad tym ostatnim pociskiem za­częto jeszcze w 1948 r., ale przyjęto go do uzbroje­nia dopiero 10 lat później. Dla zmniejszenia długo­ści pocisku silniki startowe umieszczono wokół stopnia marszowego, w jego przedniej (!) części. Początkowo każda z 4 rakiet startowych składała się z pakietu trzech rakiet prochowych, a silnik marszo­wy był napędzany paliwem ciekłym. W wersji se­ryjnej silniki startowe były jednokomorowe, a mar­szowy napędzany paliwem stałym. W-800 miał być bardzo podobny do Seasluga pod względem konfi­guracji, ale nie jest jasne, czy stosowane paliwo miało być stałe, czy ciekłe. Ówczesny poziom roz­wiązań OKB-2 pozwala przypuszczać, że tylko silniki startowe były napędzane paliwem stałym. Co ciekawe, o projekcie tego pocisku nie wspomina się w żadnych opracowaniach OKB. Dwuprowadnicową wyrzutnię SM-68 z magazynem dla 10 rakiet projektowało CKB-34, podobno równolegle (?) pro­jektowano wyrzutnię SM-52 (jednoprowadnicową?). Zmodernizowany system kierowania ogniem Friegat opracowywało NII-49. Według innych źródeł pociski W-800 miały być naprowadzane przez znacznie mniejsze radiolokatory, których mo­gło być nawet 4 na jedną wyrzutnię, co oznacza, że kompleks miał być wielokanałowy, czyli zdolny do zwalczania kilku celów równocześnie. W-800 miały być uzbrojeniem projektowanych w tym czasie krą­żowników proj. 63 i 64 oraz okrętów obrony plot. proj. 81. Z niejasnych przyczyn prace nad M-3 wstrzymano na początku 1959 r., jeszcze przed roz­poczęciem prób w locie pocisku W-800.

Decyzją RM ZSRR nr 846-382 z lipca 1959 r. za­inicjowano natomiast prace nad kompleksem M-31 dla okrętów proj.1126, projektowanych w CKB-17. Koordynowało je NII-20 (obecny koncern Antiej), a uczestniczyły w nich NII-6, 48, 130, 504, OKB-8 i 2. Wyrzutnię SM-92 projektowało OKB-34. Tym razem pociski miały być umieszczone w magazy­nach nie na bębnach, a na taśmociągach, dla 8-10 każdy (pisze się także o 15-20 pociskach na każdym z taśmociągów). Pociski KS-42, będące zmodyfiko­wanymi pociskami KS-40 (3M8) lądowego kom­pleksu 2K11 Krug, konstruowało OKB-8 (dziś KB Nowator). Nie ma informacji na temat zakresu ich modernizacji, ale z dokumentacji, dostarczonej kon­struktorom okrętów, wynika, że pociski miały być aż o 2,5 m dłuższe i o ponad 1000 kg cięższe od lą­dowych 3M8, a ich zasięg miał być o 15 km więk­szy. Nie zmieniona miała pozostać część bojowa 3N11 i radiozapalnik 3E26. Nie jest przy tym jasne, czy w przypadku dalszego rozwoju tego programu na okręty trafiłyby seryjne pociski, których osiągi z czasem zbliżyły się do „oferowanych" marynarce, czy też rozwijano by morski wariant rakiety. System naprowadzania wraz z blokiem anten stanowiska 1S32 zamierzano przenieść na stabilizowaną plat­formę i umieścić bez głębszej przebudowy na po­kładzie. Co ciekawe, dla każdej wyrzutni przewi­dziano instalację dwóch stacji naprowadzania, a więc okręt miał być zdolny do równoczesnego ra­żenia 4 celów. Zakładano przy tym osiągnięcie znacznej „szybkostrzelności" wyrzutni dzięki zasto­sowaniu szeregu nowatorskich (i zapewne w prak­tyce bardzo zawodnych) rozwiązań. Próby ekspery­mentalnego systemu (jedna zdwojona wyrzutnia i jeden-dwa radiolokatory naprowadzania) miały być przeprowadzone na krążowniku proj.1131.

Alternatywnie (kompleks M-31-1) rozpatrywano użycie pocisków W-757M z OKB-2. Były to dość nietypowe pociski: do stopnia startowego W-750 dołączono stopień marszowy z silnikiem strumie­niowym. Takie rozwią­zanie dawało szereg ko­rzyści i gwarantowało lepsze osiągi. Co cieka­we, testowane na poli­gonie Kapustin Jar od 23 stycznia 1960 r. poci­ski W-757 (inaczej 17D) miały 9,7 m .długości, podczas gdy wersja okręto­wa, przeznaczona między innymi dla projektowane­go właśnie okrętu proj. 61B, miała mieć tylko 6,5 m. Być może przewidziano dla nich inny silnik (silniki?) stopnia startowego. Nie jest wykluczone, że na okrętach miała być instalowana wyrzutnia zmodyfikowanych pocisków W-757KR (3M10) opracowywanych w OKB-2 jako alternatywne uzbrojenie lądowego kompleksu Krug. Dla tych po­cisków CKB-34 projektowało wyrzutnię SM-98A.

Prace nad kompleksem M-31 przerwano w czerwcu 1961 r., gdyż już w 1960 r. liczbę prze­widzianych do budowy okrętów proj.1126 zmniej­szono do dwóch, a w następnym roku wykreślono je w ogóle z planów. Próby W-757M zawieszono pod koniec 1963 r., gdyż OKB-2 nie mogło sobie poradzić z jej silnikiem strumieniowym, dla kom­pleksu S-75M opracowano nieznacznie zmoderni­zowany pocisk W-750WN, a rozwinięciem W-757 miał być czterosilnikowy W-758, zupełnie nie­przydatny dla aplikacji okrętowych. Nie wiadomo nawet, czy powstały prototypy wyrzutni SM-92, SM-98A i stacji naprowadzania. Być może te de­cyzje należy wiązać z postępem prac nad silnika­mi rakietowymi na paliwo stałe, które rokowały nadzieje na stworzenie równie skutecznych, a mniejszych i prostszych w eksploatacji pocisków okrętowych (i nie tylko).

Bardzo niewiele wiadomo o kompleksie 3M-3. Wiadomo, że miał być instalowany na dużych okrę­tach obrony przeciwlotniczej, projektowanych od 1956 r. przez CKB-16. Pociski miały mieć zasięg do 100 km, dwuprowadnicowe wyrzutnie projekto­wano z magazynami mieszczącymi po 4 bębny z 4 pociskami każdy, albo 2 czteropociskowe bęb­ny z dodatkowymi stelażami dla 4 pocisków w każ­dym magazynie, a nawet rozważano oryginalne, ukośne magazyny-ładowniki. Brak nawet informa­cji, które z biur konstrukcyjnych miało projektować pociski - pojawiają się przypuszczenia, jakoby podjęło się tego biuro Czełomieja, aspirujące do pełnego zdominowania innych twórców pocisków rakietowych. Nie wiadomo, czy program 3M-3 uzyskał akceptację władz centralnych, ani kiedy został ostatecznie wstrzymany. Pojawiają się nawet sugestie, że nieprawidłowe jest publikowane ozna­czenie kompleksu, a rzeczywiste (i chyba bardziej logiczne) brzmiało M-3-3, czyli trzecia, alterna­tywna konstrukcyjnie wersja kompleksu M-3.

Szerokiego zastosowania doczekał się dopiero kompleks M-1 Wołna, projektowany przez Nil-10 (późniejsze NPO Altair) pod kierunkiem I. Ignatiewa. Prace nad nim rozpoczęto w sierpniu 1956 r. Po­cisk W-600 (4K90) opracowywano specjalnie dla potrzeb marynarki w OKB-2, pod bezpośrednim kierunkiem P. Gruszina. Aby uczynić zadość żąda­niom odbiorcy zdecydowano się, aby oba jego stop­nie były napędzane silnikami na stały materiał pęd­ny. W startowym silniku PRD-36 znalazło się 14 cylindrycznych lasek prochu o łącznej masie 280 kg. Silnik marszowy otrzymał tylko jedną laskę prochu, ale o masie 125 kg. Paliwo zostało opraco­wane w Nil-125. Część bojową 4G-90 o masie 60 kg (w tym 33 kg TNT) tworzącą ok. 3500 odłam­ków o średniej masie 5,4 g opracowało NII-6. Radiozapalnik 5Jel5 Proliw-M powstał w Nil-504.

Przekrój wyrzutni ZIF-101 z magazynami pocisków (widok z burty)

Próby pocisku rozpoczęto w 1957 r. na poligonie Kapustin Jar, a rok później, wskutek niepowodzeń prób pocisku W-625, stworzonego w KB-82 dla lą­dowego kompleksu S-125, zdecydowano o zastoso­waniu W-600 także w przyszłej Newie. Opracowa­nie stabilizowanej wyrzutni ZIF-101 zlecono w końcu 1956 r. CKB-7 (obecnie PO Arsienał), kie­rowanemu przez P. Tjurina. Elektromechaniczną aparaturę naprowadzania wyrzutni ESP-101 opraco­wał CNII-173. Pod każdą wyrzutnią ulokowano ma­gazyn z dwoma pionowymi, 8-pociskowymi bębna­mi. Ich dosyłanie odbywało się za pomocą łańcuchowego transportera, a przeładowanie wy­rzutni (czas od odpalenia do odpalenia) zajmowało 60 s. Próby wyrzutni prowadzono na nadmorskim poligonie w Teodozji nad Morzem Czarnym ze specjalnego stanowiska próbnego ZIF-IR-92 od marca do września 1959 r. - były to odpalenia niekierowane. Próby kontynuowano na pełnowartościowym stanowisku próbnym ZIF-101P od października 1959 r. do lipca 1960 r. Co ciekawe, prace nad we­rsją lądową, czyli S-125 przebiegały znacznie szyb­ciej, mimo zastosowania innej, niż planowano rakie­ty i przyjęto ją do uzbrojenia już 21 czerwca 1961 r. Przyczyną opóźnień w pracach nad M-1 były trud­ności z dopracowaniem radaru śledzenia i naprowa­dzania 4R90 Jatagan. Był on dziełem wiodącego in­stytutu Nil-10 (napędy - CNII-173). Stacja miała 5 anten parabolicznych: dwie małe do zgrubnego na­prowadzania pocisków w początkowej fazie lotu, dwie duże do śledzenia celu i dokładnego naprowa­dzania pocisków i jedną do przekazywania komend - RPK. Co ciekawe, na ostatnim, 5-7 km odcinku lo­tu pocisku anteny mechanicznie zawężały wiązkę dla zwiększenia dokładności naprowadzania. Ante­ny śledzenia i naprowadzania były ustawione pod kątem 90° dla poprawienia skuteczności śledzenia przy silnym kołysaniu, mimo iż blok anten był stabilizowa­ny przez układ Parus. Czas rozruchu lampowej aparatury wynosił aż 5 minut, zasięg śledzenia 36 km (z prawdopo­dobieństwem 80%). Wstępne wykrywanie celów miała za­bezpieczyć albo dwuwspółrzędny radar MR-300 Angara oraz wysokościomierz Razliw, albo nowy, trójwspółrzędny, MR-310 Angara-U.

Anteny radaru MR-310 Angara-U – standardowej stacji wstępnego wykrywania celów powietrznych, instalowanej na dużych okrętach, budowanych w latach 60. oraz (poniżej) stacja naprowadzenia pocisków systemu Wołna 4R90 Jatagan

Wiele miejsca pod pokła­dem okrętu wymagała insta­lacja aparatury dowodzenia i kierowania kompleksem. Procedura jego działania była następująca. Cel był wykry­wany przez okrętowy radar obserwacji okrężnej, którego konsola znajdowała się na CSD okrętu. Po podjęciu przez dowódcę, albo odpo­wiedzialnego oficera, decyzji o jego zaatakowaniu pociska­mi kompleksu M-1 dane o celu były przekazywane do­wódcy grupy ogniowej, znajdującemu się wraz ze swymi podwładnymi w cen­trali kierowania ogniem, a konkretniej na monitory „Bloku 3c/14” - „kanału celu". Dowódca grupy, czuwający przy pulpicie „Przyrządu 88” dokony­wał selekcji programu lotu pocisku („cel nawodny” - „cel powietrzny”), sposobu działania zapalnika („zbliżeniowy” - wybuch następuje w promieniu do 35 m od celu lub „kontaktowy”), co decydowało o sposobie naprowadzania pocisku. Wybierał, czy cel będzie atakowany jednym, czy dwoma pociska­mi, sprawdzał ich gotowość (mógł wybrać do zała­dowania na wyrzutnię dowolny pocisk z każdego z obu magazynów) i inicjował procedurę ich „pod­grzewania”, która trwała ok. 2 minut. Potem pocisk pozostawał w gotowości przez 2 godziny, jeśli nie został w ciągu tego czasu odpalony, musiał być na 20 min. wyłączony z gotowości, a potem procedu­rę można było powtarzać. W tym czasie obsługa ka­nału celu przełączała aparaturę na wysokie często­tliwości śledzenia używając „Bloku 10S” i stosując pedał (!) „cel śledzony” przekazywała dane „Blo­kowi 3c/15”, czyli „kanałowi pocisku”. Były w nim dwa bliźniacze stanowiska dla każdego z obu poci­sków. Do naprowadzania służyły dwa małe moni­tory na każdym z nich, a umieszczone nad nimi po­jedyncze, duże monitory obrazowały dane tylko dla jednego (najpierw pierwszego, do chwili jego deto­nacji, potem drugiego) pocisku. Śledzenie celu i na­prowadzanie mogło odbywać się w trybie ręcznym - operator utrzymywał wtedy położenie znaku celu na obu monitorach równocześnie za pomocą jedne­go (!) pokrętła. W trybie półautomatycznym pokrę­tło obracało się bez ingerencji człowieka, który jed­nak w każdej chwili mógł ręcznie wprowadzać poprawki. W trybie automatycznym ingerencja nie była możliwa. Również i operatorzy kanału pocisku dysponowali blokiem wysokiej częstotliwości, na który przełączali aparaturę dla precyzyjniejszego śledzenia. Decyzję o odpaleniu pocisku podejmo­wał dowódca grupy, on też mógł w trybie awaryj­nym przełączyć swą centralę na kierowanie apara­turą i wyrzutnią drugiego kompleksu (o ile na okręcie były dwa). Nie było jednak możliwe rów­noczesne dowodzenie oboma kompleksami, ani równoczesne naprowadzanie pocisków z obu wy­rzutni na ten sam cel.

Konsole „kanału celu” i „kanału pocisku” systemu M-1 Wołna.

Zaplanowano, że Wolna będzie instalowana na okrętach proj. 58,61,62 i 63. Najwięcej, bo po czte­ry wyrzutnie miały posiadać krążowniki proj. 63. Ostatecznie zbudowano okręty tylko dwóch pierw­szych projektów, pierwszy z jednym, drugi z dwo­ma kompleksami. Ponieważ budowa prototypowej jednostki proj. 61 (SKR-25 przewidziany do testo­wania pierwszego kompleksu M-l) także odbiegała od harmonogramu, zdecydowano zainstalować pierwszą wyrzutnię na niszczycielu proj. 56K Brawyj. Próby morskie trwały od stycznia do kwietnia 1962 r. W sumie w czasie ich trwania odpalono 59 pocisków. W wyniku prób system przyjęto do uzbrojenia decyzją z 24 sierpnia 1962 r. i z czasem zainstalowano na 25 okrętach proj. 61 i pochod­nych, 4 proj. 58 i 9 proj. 56A. Opóźnienia w budo­wie prototypowych okrętów obu projektów okazały się korzystne dla przyszłości Wolny - przedstawio­ne początkowo konstruktorom okrętu przez Nil-10 rozmiary i masy wyrzutni wraz z oprzyrządowa­niem i pociskami okazały się znacznie zaniżone. W trakcie dopracowywania kompleksu i prób zwiększano je systematycznie. Wskutek tego trzeba było np. dwukrotnie przeprojektować gruntownie przednią część kadłuba okrętu proj. 58. Gdyby nie opóźnienia, trzeba by poddać nowe jednostki ko­sztownej przebudowie, a to mogłoby zniechęcić do nowego systemu' dowództwo WMF.

Z czasem przeprowadzono serię modernizacji Wołny. Najpierw, w 1963 r., zbudowano wyrzutnie ZIF-102, różniące się sposobem magazynowania pocisków. Zamiast podajników bębnowych zasto­sowano taśmowe, mieszczące dwa razy więcej po­cisków. Zainstalowano je na 4 okrętach proj. 1134 (po dwa kompleksy), trzech proj. 56U i ośmiu proj. 51 A. Na okrętach proj. 61 i 1134 zamontowano najnowsze wówczas radary obserwacji okrężnej MR-500 Kliwer. Można ich używać naprzemiennie z MR-310. Zasięg pewnego wykrywania celów la­tających wzrósł do 60 km, ich śledzenia do 46 km.

Pocisk kierowany W-601 na wyrzutni ZIF-101

W 1964 r. postanowiono zastosować w M-1 no­we pociski W-601 (4K91- to oznaczenie odnosi się tylko do rakiet okrętowych). Miały one większy o 4 km pułap, o 7 km zasięg, masę o 57 kg i dłu­gość o 63 mm. Nie zmieniony pozostał minimalny zasięg rażenia, wynoszący 4 km. Były one opraco­wywane od 1961 r. i zostały przyjęte do uzbrojenia lądowego S-125 właśnie w 1964 r. Pocisk miał sil­nik marszowy z nową laską prochową o masie 150 kg i część bojową 5B18 o większej skuteczno­ści (4500 prefabrykowanych odłamków). Odpalanie pocisków W-601 z okrętów wymagało jedynie nie­wielkich przeróbek wyrzutni i radaru Jatagan, ale pierwsze zmodernizowane kompleksy Wołna-M za­częto instalować dopiero w 1967 r. W połowie lat 60. w sprawdzono możliwość rażenia pociskami W-600 celów nawodnych. Wcześniej było to niemoż­liwe, gdyż minimalna wysokość śledzenia celu od­ległego o 15 km wynosiła 60 m, a przy 6 km - aż 120 m. Także zapalnik zbliżeniowy nie reagował na impulsy odbite od powierzchni morza dopiero na wysokości ponad 100 m. Siła rażenia części bojo­wych nie była wielka, natomiast czas reakcji kom­pleksu był na tyle krótki, że można było traktować M-l jako broń szybkiej reakcji na niespodziewane ataki. Dla skutecznego atakowania okrętów (ale i nisko lecących celów aerodynamicznych) wprowa­dzono nowy program lotu rakiety: po starcie wyko­nuje górkę na wys. 2 km i atakuje cel z łagodnym zniżeniem.

W latach 1974-76 przeprowadzono modernizację eksploatowanych systemów w celu zwiększenia ich odporności na zakłócenia. Wersja Wołna-P miała nie tylko udoskonaloną aparaturę, ale i TV kanał śledze­nia i naprowadzania z kamerą 9Sz33. Jej wprowa­dzenie nie miało jednak radykalnego wpływu na procedurę naprowadzania po pierwsze dlatego, że możliwości urządzenia nie były duże, po drugie -i znacznie istotniejsze - dla naprowadzenia pocisku decydujące znaczenie miało ciągle precyzyjne śle­dzenie radiolokacyjne celu. Następna modyfikacja polegała na zastosowaniu pocisków W-601M z no­wymi radiozapalnikami, umożliwiającymi rażenie celów lecących kilka metrów nad wodą.

Centralne stanowisko obserwacji powietrznej, otrzymujące informacje z radaru MR-310 lub MR-500.

Konsola dowódcy grupy ogniowej – „Przyrząd 88”.

Niezależnie od wszystkich udoskonaleń, kom­pleks M-l miał szereg słabych stron. Przede wszy­stkim był jednokanałowy, a dokładniej: liczba rażo­nych jednocześnie celów była taka jak ilość zainstalowanych na okręcie stacji Jatagan. Na każ­dy cel można było naprowadzać dwa pociski, odpa­lone z interwałem 5 s. Pełny zakres kątów podnie­sienia wyrzutni: od -5 do +90° mógł być realizowany tylko w niewielkim zakresie kierun­ków ognia: 70-120°. Do przodu, w zakresie ±70° możliwe było prowadzenie ognia przy mini­malnym kącie podniesienia +15°. Oznacza to, że okręt uzbrojony w jedną wyrzutnię mógł zwalczać cele powietrzne tylko w zakresie ±120°, a cele niskolecące jedynie w przypadku ich zbliżania się z boku. Rozmieszczenie go na okręcie wymagało wiele miejsca i licznej obsługi. W każdej z central dowodzenia na jednej wachcie pracuje 11 ludzi, a obsługą systemów M-l zajmowało się nawet po­nad 15% załóg niektórych typów okrętów. Zwraca­no uwagę na niebezpieczeństwa, związane z roz­mieszczeniem magazynów rakiet powyżej linii wodnej, przez co nie jest możliwe ich szybkie zato­pienie w przypadku pożaru. Taki właśnie pożar w rufowym magazynie rakiet był przyczyną zato­nięcia okrętu Otważnyj proj. 61 na Morzu Czarnym 30 sierpnia 1974 r. Po tym wypadku znacznie roz­budowano aparaturę gaśniczą, działającą w trybie automatycznym i ręcznym (może być uruchomiona przez marynarza, dyżurującego w oszklonej kabinie w dolnej części magazynu). Niezależnie od tego sy­stem był niezawodny i zyskał sporą popularność na radzieckich okrętach lat 60.

Po rozpoczęciu prac i osiągnięciu postępów w budowie systemu bliskiego zasięgu M-l po­wrócono do idei uzbrojenia okrętów w pociski zdol­ne do zwalczania samolotów na większych dystan­sach, zanim te odpalą pociski kierowane, czyli - jak wówczas szacowano - z odległości ponad 25 km.

W 1959 r. zainicjowano prace nad systemem Kolieoptier o rewelacyjnych wówczas osiągach: zasię­gu do 100 km i pułapie 40 km. Pociski, zaopatrzo­ne w pierścieniowe skrzydła i kombinowany układ naprowadzania, miały być odpalane z pionowych wyrzutni. Był to najpewniej pierwszy projekt okrę­towego kompleksu plot. o takiej konfiguracji.

Rok później rozpoczęto prace nad systemem UR-WS, który był albo konkurencją, albo rozwinię­ciem koncepcji Kolieoptiera. Pociski miały również startować-pionowo, a ich konfiguracja była równie egzotyczna. Miały stosunkowo krótki kadłub, mie­szczący marszowy silnik strumieniowy, otoczony ośmioma silnikami startowymi. Mimo stosunkowo dużej masy przewidywane osiągi pocisku były niż­sze, ale może bardziej realistyczne. Wiadomo też, że koncepcja była oferowana przez zespół A. Potapowa z NII-20 we współpracy z OKB-82. Po raz pierwszy w przypadku zmasowanego nalotu propo­nowano możliwość odpalenia wszystkich pocisków w jednej, trwającej ok. 4 min. salwie, co implikuje konieczność stosowania radiolokatorów naprowa­dzających pociski równocześnie na wiele celów.

W 1960 r. Nil-1 Ministerstwa Obrony zapropo­nowało WMF uniwersalny przeciwlotniczo-przeciwokrętowy kompleks BD-25 z pociskami dwóch typów, odpalanymi z tej samej wyrzutni i naprowa­dzanymi za pomocą zunifikowanej aparatury.

Kolejne niezrealizowane projekty, to system Korszun - wielokanałowy środek obrony przeciw­lotniczej dla okrętów średniej wyporności. Już w 1963 r. postawiono wymaganie, aby był on zdol­ny do równoczesnego rażenia 8 celów 16 pociska­mi na dystansie 75-85 km. Na dodatek głowica po­cisku miała umożliwiać rażenie opancerzonych celów nawodnych, a z tych samych, nachylonych pod kątem 15° (od pionu) kadłubowych wyrzutni miały być odpalane pociski do zwalczania okrętów nawodnych, a nawet podwodnych. Dla większych okrętów przewidziano jednostkę ognia, złożoną z 80 pocisków uniwersalnych i 16 przeciwokrętowych, rozmieszczonych w trzech blokach pod prze­dnim pokładem. Mniejsze miały być uzbrojone w 48 i 12 pocisków. Długości obu typów pocisków miały być zróżnicowane: 5,9 i 7,15 m, podczas gdy ich masy miały być zbliżone 2033 i 2313 kg. W owym czasie cała koncepcja była nie tyle nowa­torska, co nierealna. Zarówno rozmieszczenie tak znacznej ilości pocisków, jak i zapewnienie skutecznego rażenia celów powietrznych i nawod­nych/podwodnych były na ówczesnym poziomie techniki mało realne. Stworzenie sprawnego syste­mu ich naprowadzania było jeszcze mniej prawdo­podobne. Wg dostępnych informacji uniwersalny pocisk miał być dwustopniowy, napędzany silnika­mi na stały materiał pędny. Nie opublikowano do­tąd jego rysunków.

Od połowy lat 60. Korszuna zastąpiła koncepcja uniwersalnego kompleksu przeciwlotniczo-przeciwokrętowego Kwant, realizowana wspólnie przez Nil-10 i OKB fabryki Bolszewik. Zrezygnowano przy tym z zastosowania jednego typu pocisku do zwalczania celów powietrznych i nawodnych, a za­danie zwalczania okrętów podwodnych powierzono systemowi Mietiel. Pociski miały być odpalane pio­nowo z podpokładowych wyrzutni bębnowych, mieszczących po 8 pocisków (tzw. moduł bojowy). Sześcioantenowa stacja śledzenia i naprowadzania miała służyć do równoczesnego naprowadzania rakiet wszystkich trzech typów przeciw wielu celom. Projekt wstępny miał być gotowy w 1967 r., tech­niczny dwa lata później, próby zaplanowano na la­ta 1971-72. Zważywszy na zaawansowanie ówcze­snej radzieckiej elektroniki były to zamierzenia nierealne, ale wpłynęły niewątpliwie na formułowa­nie wymagań wobec systemu Fort, prace nad którym rozpoczęły się w 1966 r.

Bodaj najmniej wiadomo o projekcie systemu bliskiego zasięgu M-4, być może miał być odpowie­dnikiem brytyjskiego Seacata. Prawie na pewno miał stanowić uzbrojenie małych jednostek, które były w WMF ZSRR nadzwyczaj liczne, oraz uzu­pełniające uzbrojenie większych okrętów. Można przypuszczać, że chodziło o próbę stworzenia okrę­towej wersji lądowej Strzały-1. Według trudnych do potwierdzenia informacji rozważano także możli­wość budowy okrętowych wyrzutni lotniczych po­cisków R-3S, ale nie jest jasne, czy również i one traktowano jako część programu M-4.

 

Następna